Niezależność NIK zagrożona - publikacje prasowe na temat planowanych zmian w ustawie

 

(Rzeczpospolita 165/09, Gazeta Wyborcza 165/09, Dziennik 165/09,
Trybuna 165/09, PAP 15.07.09, POLSKA The Times 164/09,
Gazeta Wyborcza 164/09, Dziennik 163/09, POLSKA The Times 162/09,
Super Express 162/09, Fakt 162/09, Gazeta Prawna 134/09, Rzeczpospolita 130/09)


Rzeczpospolita - 165/09, 16.07.2009

Koalicja zmienia zdanie w sprawie NIK?

Wiceprezesi będą usuwani, gdy naruszą obowiązki. Audyt obejmie tylko finanse i gospodarkę mieniem.

Zmiany w ustawie o NIK zaproponowane przez Sejmową Komisję ds. Kontroli Państwowej, o których "Rz" pisała w czerwcu jako pierwsza, krytykowała nie tylko opozycja. Prezes izby ostrzegał, że nowe prawo uderzy w jej niezależność. Projekt komisji zakładał m. in., że o wyborze wiceprezesów izby (ma ich być trzech) może samodzielnie decydować marszałek Sejmu. Jeśli przez trzy miesiące nie powołałby kandydata zgłoszonego przez prezesa może wskazać własnego. Wiceprezesi mieli być nieusuwalni.

Opozycję niepokoiło również to, że NIK miałaby być kontrolowana przez audytora zewnętrznego bez określenia zakresu audytu. Zdaniem krytyków stwarzałoby to niebezpieczeństwo wglądu osób postronnych w przeprowadzane kontrole.

Wczoraj, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie doszło w Sejmie do drugiego czytania projektu. Fala krytyki sprawiła, że posłowie przygotowują poprawki.

- Wycofujemy się z zapisów, które wzbudziły kontrowersje - przyznaje w rozmowie z "Rz" poseł Marek Cebula (PO), sprawozdawca ustawy. - Według nowych przepisów będzie można usunąć wiceprezesów, jeśli np. naruszą swoje obowiązki. Powstanie też zapis, który przewiduje, że gdy marszałek Sejmu wciągu trzech miesięcy nie powoła wiceprezesów NIK, nowego kandydata może zgłosić grupa posłów.

Sprecyzowany ma być też zapis o audycie. - Będzie dotyczył tylko finansów i gospodarki mieniem - zapewnia Cebula.

Graż

 

Gazeta Wyborcza - 165/09, 16.07.2009

Wiele hałasu o NIK cd.

Kontrowersyjna nowelizacja ustawy o NIK spadła z porządku obrad Sejmu. PO chce się dogadać z Lewicą w sprawie poprawek.

O projekcie nowelizacji pisaliśmy wczoraj. W ocenie m. in. szefa Najwyższej Izby Kontroli Jacka Jezierskiego poprawki, które wniósł w porozumieniu z rządem poseł PO Marek Cebula, grożą osłabieniem niezależności NIK. Chodzi przede wszystkim o to, że:

dają marszałkowi Sejmu możliwość wysuwania i powoływania wiceprezesów NIK,
wiceprezesi zyskują gwarancję nieusuwalności, nawet jeśli sprzeniewierzą się obowiązkom;
marszałek Sejmu ma określać warunki zewnętrznego audytu, co może grozić tym, że zlecałby kontrole kontroli przeprowadzanych przez NIK.
"Gazeta" napisała, że PO zamierza wycofać się z niektórych poprawek. Miało się to odbyć wczoraj, ale punkt spadł z porządku obrad Sejmu. Jak powiedział nam poseł sprawozdawca Mirosław Sekuła (PO), chodzi o to, że konkurencyjne poprawki zamierzał zgłosić klub Lewicy, a PO chce się wstrzymać. - Chcemy mieć czas na porozumienie z Lewicą, by mieć większość do uchwalenia ustawy i odrzucenia ewentualnego weta prezydenta - wyjaśnia Sekuła.

ES

 

Dziennik - 165/09, 16.07.2009

Kto dopieści marszałka?

Przykład kariery Jerzego Buzka pokazuje, że życie polskich polityków jest wcale długie. Takich co grzebano za życia, a oni wracali, jest legion, dlatego nie zdziwi mnie nawet ponowny widok Kazimierza Marcinkiewicza czy Jana Rokity w ławach rządowych. Życie mają bowiem jako się rzekło, politycy długie. Ale pamięć krótką.

Oto kilka dni temu czytaliśmy w gazetach, że ustawę medialną zjechała nawet nieruchawa OBWE, zarzucając rządowi, że gwałci nią niezależność mediów i łamie europejskie standardy. Przyznacie państwo, takie cyrki nie zdarzały się nawet, gdy wicepremierami byli Lepper (dziś ojciec ekonomicznych pomysłów ekipy Tuska) i Giertych (główny doradca w sprawie TVP), że głównego szkodnika będącego wówczas premierem nie wymienię.

Zdolność nauki na błędach nie jest mocną stroną Polaków, nic więc dziwnego, że teraz prasa donosi o tym, jak PO gmera przy ustawie o NIK. Wykoncypowała sobie że wiceprezesów NIK będzie powoływał marszałek Sejmu. Mało tego, będą oni nieodwoływalni. Wyobrażają sobie państwo funkcjonowanie instytucji, w której zastępcy mają prawo olewać szefa, bo ten może im, no z grubsza wiadomo, co on im może? A żeby było fajniej, to marszałek Sejmu będzie mógł kontrolować NIK. Układ będzie czytelny - ty skontrolowałeś moją partię, to my zrobimy półroczny kipisz tobie i ciekawe, czy ci się nie odechce.

Pozwolą państwo, że odpuszczę argumenty zasadnicze i z góry odwołam się do cynizmu polityków. Kiedy bowiem słucham o takich pomysłach, to zastanawiam się, czy ich autorzy wierzą w swą nieśmiertelność? Sądzą, że będą rządzili zawsze? Że zawsze będą nosili przed nazwiskiem minister, premier? Nie wiedzą, że prawo tworzą nie tylko dla siebie, ale i dla następców? Że skoro marszałkiem Sejmu był Dorn, to może być i Gosiewski, Napieralski czy Wierzejski? Swoją drogą ciekawe, czy wtedy publicyści tak walczący z antydemokratycznym reżimem kaczyzmu-dornizmu również nie będą protestować? Co takiego ma w sobie władza, jakim musi być narkotykiem, że nie tylko uzależnia, ale i odurza? Nie wierzę bowiem, że będąc przy zdrowych zmysłach, można nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństw, które się tworzy. Co z tego, że życzliwy temu rządowi Trybunał Konstytucyjny wszystko przyklepie, skoro potem będą z tego korzystać przeciwko wam wasi wrogowie? No i pytanie zasadnicze - po co to wszystko. Żeby dopieścić marszałka? Zgoda, potrzeba pieszczenia Bronisława Komorowskiego jest pierwszorzędna i bezdyskusyjna, ale za taką cenę? Nadzieja w tym, że on sam woli inne karesy.

Robert Mazurek

 

Trybuna - 165/09, 16.07.2009

Zastrzeżenia lewicy

Nowelizacja ustawy o NIK. Przedstawiciele Klubu Poselskiego Lewica skrytykowali propozycje zmian w ustawie o Najwyższej Izbie Kontroli. Zdaniem posłów Lewicy, niektóre zapisy mogą być niekonstytucyjne i prowadzić do upolitycznienia izby. Projekt został wczoraj zdjęty z porządku obecnego posiedzenia Sejmu. Główne wątpliwości Lewicy dotyczą przepisu, który zezwalałby marszałkowi Sejmu na przeprowadzenie w NIK audytu przy pomocy zewnętrznej firmy.

Posłowie Lewicy proponują uproszczenie procedury wyboru wiceprezesów NIK. Chcą, by marszałek Sejmu powoływał wiceprezesów na wniosek prezesa izby oraz po zasięgnięciu opinii sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej. Taka sama procedura miałaby dotyczyć powoływania członków kolegium NIK. Inna proponowana zmiana to wykreślenie zapisu przewidującego kadencyjność kadry kierowniczej NIK, czyli dyrektorów departamentu i dyrektorów biur.

KJ

 

Depesza PAP - 15.07.2009 15:00

Nowelizacja ustawy o NIK jest niekonstytucyjna?

Posłowie Lewicy skrytykowali w środę propozycje zmian w ustawie o NIK, przygotowane przez sejmową Komisję ds. Kontroli Państwowej. Ich zdaniem, niektóre z nich mogą być niekonstytucyjne i prowadzić do upolitycznienia Izby. Dlatego też - w opinii Lewicy - dobrze się stało, że projekt został zdjęty z porządku obecnego posiedzenia Sejmu.

Jak mówił na konferencji prasowej wiceszef komisji ds. kontroli Janusz Krasoń (Lewica), sprzeczny z ustawą zasadniczą może być m.in. proponowany zapis, który pozwoliłby marszałkowi Sejmu na przeprowadzenie w NIK audytu przy pomocy zewnętrznej firmy. - W polskim prawie w ogóle nie ma definicji audytu zewnętrznego, w związku z tym obawiamy się, że wysłanie zewnętrznej firmy do NIK będzie naruszeniem jej neutralności - argumentował Krasoń.

Posłowie Lewicy proponują też uproszczenie procedury wyboru wiceprezesów NIK. Chcą, by marszałek Sejmu powoływał wiceprezesów NIK, jednak na wniosek prezesa Izby i po zasięgnięciu opinii właściwej sejmowej komisji.

Identyczna procedura miałaby dotyczyć trybu powoływania członków kolegium NIK.

W opinii Krasonia, z projektu komisji należałoby wykreślić również zapis przewidujący kadencyjność kadry kierowniczej NIK, czyli dyrektorów departamentu i dyrektorów biur. "Wprowadzamy natomiast bardziej rygorystyczne procedury corocznej oceny ich przydatności, sprawności organizacyjnej i kompetencji" - mówił Krasoń.

Zgodnie z propozycją zmian w ustawie o NIK, kadencja wiceprezesów Izby miałaby trwać 5 lat, licząc od dnia złożenia przysięgi. Po upływie kadencji, wiceprezes pełniłby obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez jego następcę, nie dłużej jednak niż przez trzy miesiące. Jeżeli w terminie trzech miesięcy nie zostanie powołany nowy wiceprezes NIK, marszałek Sejmu powołuje wiceprezesa po zasięgnięciu opinii właściwej komisji sejmowej. Wcześniej tych regulacji nie było w ustawie o NIK.

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski mówił w środę PAP, że o zdjęcie z porządku obrad projektu nowelizacji ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli poprosił klub PO "ze względu na konieczność dalszych konsultacji", również z prezesem NIK Jackiem Jezierskim. Jak podkreślił Komorowski, sam również przedstawił propozycję zapisów dotyczących audytu zewnętrznego w Najwyższej Izbie Kontroli. Komorowski wyjaśnił, że chodzi o to, by ograniczyć audyt w NIK "do kwestii wydawania przez Izbę pieniędzy", natomiast nie obejmowałby on "zakresu dokonywanych kontroli".

 

POLSKA The Times - 164/09, 15.07.2009

Nie wolno upolityczniać NIK

Rząd proponuje zmiany w ustawie o NIK, które mogą sprawić, że apolityczni urzędnicy izby stracą swoje stanowiska.

Nowelizacja ustawy o NIK idzie w złym kierunku. Przygotowywany tekst jest eksperymentem na żywym organizmie. To eksperyment, który doprowadzi nie tylko do pogorszenia jakości kontroli państwowej, ale przede wszystkim naruszy podstawy niezależności izby wobec władzy wykonawczej i zagrozi jej samodzielności wobec Sejmu.

Początkowo prace nad nowelizacją ustawy o NIK koncentrowały się na sprawach proceduralnych. Posłowie chcieli, aby wyniki kontroli zapisane były w jednym dokumencie, w miejsce dotychczasowych dwóch. Nazwali to uproszczeniem. Prawnicy z izby oponowali, zwracając uwagę, że takie rozwiązanie pogorszy pozycję kontrolowanego, który dotąd mógł dwukrotnie odnieść się do ustaleń NIK. Najpierw podpisywał protokół, poświadczając, że jego ustalenia są zgodne z prawdą, następnie miał możliwość wniesienia zastrzeżeń do protokołu zawierającego opis stanu faktycznego oraz na koniec do wystąpienia, w którym zawarte były oceny wynikające z protokołu. Jeśli nowelizacja weszłaby w życie, kontrolowany będzie tylko raz mógł odnieść się do ustaleń NIK. W dodatku rola kontrolera zostałaby zredukowana. Dotąd, po przeprowadzeniu kontroli, kontroler sporządzał protokół, podpisywał go i brał za ustalenia w nim zawarte pełną odpowiedzialność. Teraz taka osoba, która samodzielnie podpisywała protokół z ustaleniami (nawet jeśli sprawdzała, jak pracują ministrowie), zostanie zastąpiona przez wiceprezesa. A ten ma pochodzić z klucza politycznego.

Posłowie chcą, aby marszałek Sejmu mógł powoływać wiceprezesa NIK nie tylko, jak dotąd, na wniosek prezesa izby, lecz także bez jego udziału. Wystarczy, że marszałek nie rozpatrzy wniosku prezesa NIK przez trzy miesiące. Zyska wtedy, dzięki swojemu zaniechaniu, prawo do powołania na stanowisko wiceprezesa izby dowolnie wskazanej przez siebie osoby. W zamierzeniach posłowie chcieli uniknąć pata przy wyborze wiceszefa NIK. Ale zamiast dać takie uprawnienie marszałkowi Sejmu w wypadku braku wniosku ze strony prezesa izby, stworzono niebezpieczną furtkę do powoływania dowolnej osoby, pomimo wniosku. Kandydat na wiceszefa NIK nie musi spełniać żadnych konkretnych wymagań, a po zajęciu stanowiska staje się nieusuwalny - nawet jeśli nie będzie wypełniać swoich obowiązków, wykonywać poleceń prezesa albo zostanie oskarżony o najcięższe przestępstwa. Tak silna pozycja może zachęcać każdego nowego wiceprezesa - bo dotychczasowi stracą stanowiska po trzech miesiącach od wejścia w życie ustawy - do budowania w NIK swojego księstwa, co grozi destabilizacją izby.

NIK ma w swoich szeregach znakomitych pracowników. Wielu z nich 20 lat temu, kiedy Polska odzyskała pełną wolność, przyszło do izby i z oddaniem służy do dzisiaj polskiemu państwu. Należę do tego pokolenia apolitycznych urzędników, którzy zbudowali organ kontroli ceniony na arenie międzynarodowej. Wyrazem uznania dla NIK jest fakt, że od roku przewodniczymy zarządowi Europejskiej Organizacji Najwyższych Organów Kontroli (EUROSAI). Jakość kontroli państwowej nie ustępuje w niczym jakości kontroli przeprowadzanych przez firmy audytorskie. Istotnym warunkiem wysokiej jakości i zarazem obiektywizmu kontroli jest silna pozycja kadrowa dyrektorów departamentów w centrali NIK oraz delegatur w terenie. To właśnie ci ludzie prowadzą i nadzorują kontrole ministrów, wojewodów, marszałków sejmiku, prezydentów miast, starostów, burmistrzów. Ich niezależność wobec kontrolowanych jest podstawą prawidłowego funkcjonowania państwa.

Dyrektorzy departamentów i delegatur mogą być obecnie odwołani tylko na podstawie negatywnych opinii merytorycznych. Ustawodawca chce osłabić ich niezależność. Wszyscy dyrektorzy NIK utracą swoje stanowiska. Muszą stanąć do konkursów. W komisjach konkursowych mogą zaś zasiąść politycy - przedstawiciele marszałka Sejmu. Zwycięzca konkursu - niekoniecznie obecny dyrektor, który za lata lojalnej służby wobec państwa może wylądować na bruku - zostanie mianowany na pięcioletnią kadencję. Po pięciu latach znów musi stanąć do konkursu, pamiętając, że o jego karierze zdecydują m.in. politycy. Czy będzie starał się zabiegać o ich przychylność? W jaki sposób to będzie czynił? Czy ucierpi na tym rzetelność przeprowadzanych i nadzorowanych przez niego kontroli? A co z dyrektorem, który po roku kadencji okaże się słabym przywódcą, niezdolnym do zarządzania zespołem ludzi? Ma trwać do końca kadencji? Dlaczego mechanizm kadencyjności rodem ze świata polityki ma zostać zastosowany do apolitycznych urzędników? To ważne pytania, na które trzeba odpowiedzieć, zanim uchwali się przepisy nowelizujące ustawę o NIK.

Jedną z istotnych poprawek w ustawie o NIK zaproponował rząd. Izba ma zostać poddana audytowi zewnętrznemu. Znakomicie. Tyle że audyt zewnętrzny nie jest zdefiniowany w żadnej ustawie. Czego ma dotyczyć? Tego rząd nie sprecyzował. NIK chce być transparentna. Podatnik ma prawo wiedzieć, jak wykorzystywane są pieniądze publiczne przyznane NIK z budżetu państwa. Nie mam nic przeciwko tak rozumianemu audytowi. Ale obawiam się firmy audytorskiej zaglądającej w nasze akta kontrolne. Badamy wiele kluczowych dla państwa obszarów: prywatyzację, bezpieczeństwo wewnętrzne, energetyczne i wiele innych. Przeglądanie akt przez audytora mogłoby być niebezpieczne. Czy jest do pomyślenia, aby audytor oglądał akta śledztw prokuratorskich? Nie. To dlaczego ma mieć wgląd do akt NIK?

Jacek Jezierski, Prezes Najwyższej Izby Kontroli

 

Gazeta Wyborcza - 164/09, 15.07.2009

Wiele hałasu o NIK

Będzie totalna wymiana kierownictwa NIK. Izba może stracić niezależność - alarmuje jej prezes. Chodzi o pomysły PO i rządu.

Dziś w Sejmie drugie czytanie nowelizacji ustawy o NIK. Kontrowersyjne poprawki rządu i PO dają m.in. marszałkowi Sejmu możliwość wyboru wiceprezesów NIK. Dziś powołuje on kandydatów zgłoszonych przez prezesa Izby. A ma być tak, że jeśli przez trzy miesiące tego nie zrobi, będzie mógł powołać własnych. - Nie można wykluczyć, że przez trzy miesiące będzie bierny wobec wniosku - ostrzegał niedawno posłów ekspert Biura Analiz Sejmowych Marcin Strębelski.

Marszałek dostałby też prawo ustalania, czego ma dotyczyć audyt zewnętrzny w NIK. Mogłoby to prowadzić do kontrolowania nikowskich kontroli. Eksperci sejmowi i prezes NIK Jacek Jezierski ostrzegają, że taki zapis może prowadzić do naruszenia niezależności Izby. I dać zewnętrznej firmie audytorskiej wgląd w tajne dokumenty kontrolowanej instytucji. -To jakby zewnętrzny audytor sprawdzał akta spraw w prokuraturze - mówi Jezierski.

- Nie można zakładać, że marszałek Sejmu będzie łamał konstytucję - mówi Marek Cebula (PO), autor poprawek. Ale przyznaje, że zarządzenia marszałka Sejmu nie podlegają kontroli co do ich konstytucyjności. Prezes NIK zwraca uwagę, że wiceprezesi dostaną też gwarancje nieusuwalności, bo mają być powoływani na pięcioletnią kadencję. Nie będzie można ich odwołać, nawet gdy zlekceważą obowiązki. Nazywa to tworzeniem "księstw wiceprezesów". A rzecznik Izby Paweł Biedziak wymienia kolejną kontrowersję, która może "księstwa" wzmocnić - czyli wprowadzenie kadencyjności dyrektorów delegatur. - Tego nie ma w żadnych urzędach - mówi Biedziak. Poza tym jego zdaniem wyłanianie dyrektorów w konkursach może stać się polityczne, bo członkiem komisji konkursowej ma być przedstawiciel marszałka - czyli polityk.

Nowelizacja ustawy o NIK - przygotowana przez Komisję ds. Kontroli państwowej - miała m.in. dostosować ustawę o NIK do konstytucji z 1997 r. (np. objąć kontrolą Rzecznika Praw Dziecka) i usprawnić kontrole. Na początku czerwca, gdy przygotowywana była do drugiego czytania, poseł Cebula zgłosił kontrowersyjne poprawki, które - jak mówi - pokrywają się z propozycjami rządu.

Przyznała to "Gazecie" minister Julia Pitera reprezentująca rząd w pracach nad projektem. Jej zdaniem pomysł, by marszałek mógł powołać wiceprezesów NIK, sprawi, że nie będzie sytuacji, w których prezes Izby nie zgłasza kandydata i jest wakat. Pitera pisze do "Gazety": "Mieliśmy już do czynienia z sytuacją, gdy był tylko jeden wiceprezes i nie istniały instrumenty, by zapobiec naruszeniu ustawy" (według ustawy do tej pory było "od dwóch do czterech" wiceprezesów, nowelizacja mówi o trzech).

Pitera broni poprawki dotyczącej audytu, która jest pomysłem rządu. Twierdzi, że audyt jest potrzebny, ponieważ NIK dysponuje dużymi publicznymi pieniędzmi. Jej zdaniem jest jasne, że nie może dotyczyć kontrolowania kontroli.

Ale - jak się dowiedzieliśmy od posła Cebuli i od sprawozdawcy projektu, byłego szefa NIK, a dziś posła PO Mirosława Sekuły - przygotowane są już poprawki wycofujące te poprzednie. Ma się pojawić zapis, że jeśli marszałek nie powoła wiceprezesów NIK w terminie trzech miesięcy, to nowego kandydata zgłasza grupa 35 posłów. Wiceprezesi mają być usuwalni, jeśli sprzeniewierzą się obowiązkom. I doprecyzowany ma być przepis o audycie zewnętrznym w NIK, tak by dotyczył tylko finansów.

To po co było jeść tę żabę? - To drobiazgi. Znacznie ważniejsze, żeby przeszły zapisy, które usprawniają kontrolę i dostosowują ustawę do konstytucji - mówi poseł Sekuła. Śmieje się, kiedy pytamy, czy kontrowersyjne poprawki to był "szczur" wypuszczony po to, żeby odwrócić uwagę od tego, co uważa za istotne.

Konsekwencją nowelizacji i tak będzie wymiana kierownictwa NIK: wszystkich wiceprezesów i szefów delegatur. - To może destabilizować prace Izby - mówi Biedziak.

"Celem poprawki nie jest wymiana wszystkich dyrektorów jednostek organizacyjnych, lecz obsadzanie tych stanowisk w konkursach, tak jak w innych instytucjach. Obecni dyrektorzy pełnią swoje funkcje w niektórych przypadkach od kilkudziesięciu lat, a powoływani byli bezterminowo" - napisała nam minister Pitera. Dodaje, że konkursy zapewnią, że stanowiska dostaną ludzie z najwyższymi kwalifikacjami. Czy rząd jest zadowolony z działalności NIK? Według Pitery rząd się taką oceną nie zajmuje. Ale pisze do nas: "Jest wiedzą już dość powszechną, że np. znaczącą część licznej i wysoko nagradzanej grupy doradców (prezesa NIK) stanowią politycy, którzy w rozmaitych rządach pełnili funkcje kierownicze, że nawet wśród posłów są osoby na urlopach bezpłatnych w NIK czy też, że kontrolerzy NIK mogą być radnymi. Cierpi na tym wizerunek tej instytucji, gdyż coraz częściej oceny pracy merytorycznej dokonuje się przez pryzmat polityki i powiązań personalnych".

Ewa Siedlecka

 

Dziennik - 163/09, 14.07.2009

Ustawa uderzy w niezależność NIK od rządu

Posłowie PO i PSL chcą zmienić zasady funkcjonowania Najwyższej Izby Kontroli. Projekt znacząco wzmacnia uprawnienia marszałka Sejmu. Jest pomysł, by to właśnie marszałek mógł wybierać wiceprezesów Izby.

Także marszałek miałby wskazywać specjalnego "zewnętrznego audytora", który kontrolowałby finanse oraz metody pracy NIK. Propozycje te budzą zastrzeżenia nie tylko prawników, ale też posłów opozycji. Zdecydowanie przeciw nowym przepisom wypowiada się kierownictwo NIK.

Kamila Wronowska: Politycy uważają, że należy kontrolować NIK. Co pan na to?

Jacek Jezierski: Ależ NIK jest kontrolowany. Przez sejmowe komisje, urzędy skarbowe, ZUS, ABW, inspekcję pracy. Nie mam nic przeciwko sprawdzeniu przez Sejm, jak NIK gospodaruje pieniędzmi publicznymi. Niepokoi mnie jednak to, że to nie posłowie chcą zewnętrznego audytu Izby, lecz rząd. A przecież właśnie rząd jest przez nas przede wszystkim kontrolowany!

Co się stanie, jak ustawa wejdzie w życie?

Uderzy to w niezależność NIK wobec władzy wykonawczej i naszą samodzielność wobec parlamentu. W efekcie pogorszy się jakość kontroli.

Projekt ustawy zakłada, że to marszałek Sejmu miałby wyznaczać, kto jest odpowiedzialny za zewnętrzny audyt. Brak ścisłego określenia zewnętrznego audytu NIK może doprowadzić do sytuacji, że audytor zacznie zaglądać w akta naszych kontroli. Chcemy być transparentni. Podatnik ma prawo znać los każdej złotówki, jaką Najwyższa Izba Kontroli otrzymała z budżetu państwa. I tego właśnie powinien dotyczyć audyt. Ale wgląd w akta kontroli może być niebezpieczny. To tak jakby prywatna firma audytorska sprawdzała akta śledztwa prokuratorskiego. Przecież to nie do pomyślenia.

Co by to oznaczało dla NIK, gdyby audyt przeprowadzała firma prywatna?

Moglibyśmy znaleźć się w konflikcie interesów. Przecież my właśnie oceniamy pośrednio wiele takich firm, m.in. przy okazji różnych prywatyzacji, w których biorą udział jako np. eksperci wyceniający. Poza tym, kto sprawdzi rzetelność audytora?

Jakie zastrzeżenia ma jeszcze NIK do proponowanej ustawy?

Niepotrzebnie zmieniono przepisy o powoływaniu, odwoływaniu i umocowaniu wiceprezesów. Propozycje zakładają, że marszałek Sejmu mógłby powołać wiceprezesa bez udziału prezesa, czyli inaczej niż dotąd. Co więcej, marszałek mógłby to zrobić dzięki własnemu zaniechaniu. Jeżeli przez trzy miesiące marszałek nie rozpatrzy wniosku prezesa dotyczącego kandydata na zastępcę szefa NIK, to może samodzielnie powołać na stanowisko wiceprezesa dowolnie wskazaną przez siebie osobę.

Marszałek mógłby specjalnie nie rozpatrywać wniosku prezesa, by obsadzić fotel wiceprezesa swoim kandydatem?

Ustawodawca stwarza mu taką możliwość. W dodatku nie sprecyzowano żadnych wymogów, jakie miałby spełniać kandydat na wiceprezesa. Mogłaby to być osoba bez wyższego wykształcenia albo uprzednio skazana. Pojawiła się też propozycja pięcioletniej kadencji wiceprezesa. W katalogu powodów do odwołania są jednak tak spore luki, że w praktyce każdy nowy zastępca szefa NIK stanie się nieusuwalny. Siedząc w areszcie, będzie mógł pełnić swoją funkcję. Nie mówiąc już o naruszaniu obowiązków.

Taką samą ochronę ma dziś prezes.

Ale prezesa powołuje się w innym trybie. Robi to Sejm za zgodą Senatu. Prezes musi spełnić wiele kryteriów. Poza tym szef NIK jednoosobowo odpowiada przed Sejmem za działalność Izby. Tymczasem wiceprezes, który ma wspomagać prezesa, mógłby sobie stworzyć własne księstwo. Me odpowiadałby za nic, bo ustawa odpowiedzialność za pracę Izby składa na barki prezesa. Proponowane zapisy groziłyby dezorganizacją NIK.

 

POLSKA The Times - 162/09, 13.07.2009

NIK ma być niezależna od polityków

Trzęsienie ziemi w Najwyższej Izbie Kontroli - mniej biurokracji, polityków i kontrola Izby przez zewnętrzną firmę. Zamiast trzech kontrolerów - jeden. Dwa opasłe tomy dokumentacji pokontrolnej zastąpi zwięzły protokół. A dożywotniego szefa delegatury lub departamentu zastąpi urzędnik wyłaniany w konkursie na pięcioletnią kadencję. Poza tym sama Izba będzie mogła być kontrolowana przez prywatną firmę audytorską. Tak działają urzędy kontroli państwowej w Europie.

- To odpolitycznienie Izby - mówi autor zmian Mirosław Sekuła, który był prezesem NIK w latach 2001-2007. Jego zdaniem najważniejsze jest wprowadzenie kadencyjności szefów delegatur, bowiem ich pozycja była tak silna, że stawali się prawie bezkarni. - Szefowie delegatur Naczelnej Izby Kontroli dopuszczali się nadużyć, wspierali lokalne sitwy.

Najbardziej kontrowersyjna zmiana ostro krytykowana przez opozycję zakłada zezwolenie prywatnej firmie na kontrolę jednej z najważniejszych państwowych instytucji. W NIK znajduje się wydział z najtajniejszymi dokumentami o stanie państwa: Departament Obrony Narodowej i Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

- Dopuszczenie osób z zewnątrz grozi ujawnieniem tajnych dokumentów - twierdzi poseł Prawa i Sprawiedliwości Mirosław Błaszczak.

Jednak Sekuła się broni. - W prywatnych firmach są osoby z certyfikatem dostępu do informacji niejawnych i tajnych podkreśla.

Sekuła chce też naprawić jeden z najpoważniejszych mankamentów NIK: sposób wyłaniania najwyższych władz. Nierzadko bowiem się zdarzało, że Izbie brakowało wiceprezesów. A wszystko z powodu konfliktu prezesa NIK z Marszałkiem Sejmu. Powstawała sytuacja patowa. Po zmianach to Sejm będzie arbitrem, który wybierze wiceprezesów na pięcioletnią kadencję.

- Posłowie będą mogli wybrać te osoby tylko raz - podkreśla Mirosław Sekuła. - I nie będą mogli zmienić swojej decyzji. Zdaniem byłego szefa NIK to wystarczające zabezpieczenie przed manipulacją polityków. Ale ten argument opozycji nie przekonuje.

- To kuriozalny pomysł - odpowiada Mariusz Błaszczak. - Sejm zawsze wybierze kandydatów zgłoszonych przez partię rządzącą. To najprostsza recepta na upolitycznienie NIK. Z zarzutem tym nie zgadza się Mirosław Sekuła. - Kadencja szefów NIK trwa dłużej niż Sejmu - odpowiada poseł PO. - Po wyborach parlamentarnych Marszałek Sejmu nie będzie mógł zmienić szefa NIK przed końcem jego kadencji. I na tym właśnie polega odpolitycznienie. Bowiem dzięki temu politycy będą mogli tylko raz wybrać kierownictwo NIK. Propozycje Sekuły bliskie są jednak rozwiązaniom europejskim. Dyrektor departamentu lub szef delegatury w Federalnym Trybunale Obrachunkowym (BRH) - niemieckim odpowiedniku NIK - także jest wyłaniany w drodze konkursu. Pełni swoją funkcję albo do kolejnego awansu, albo do emerytury. I w Anglii szefowie komórek NEO (odpowiednik NIK) pochodzą z konkursu, który rozstrzyga komisja składająca się z emerytowanych pracowników NEO. Taka sama komisja jest w stanie odwołać ze stanowiska, gdy uzna, że funkcjonariusz źle wykonuje swoje obowiązki.

- Najlepsze jest rozwiązanie niemieckie - uważa adwokat Mariusz Tasiński, który wielokrotnie zajmował się skomplikowanymi międzynarodowymi sprawami gospodarczymi. - Tam kontroler może stracić stanowisko po prawomocnym wyroku sądu lub orzeczeniu wewnętrznej komisji, która stwierdzi, że dopuścił się rażących nadużyć. Takie rozwiązanie gwarantuje, że inspektor bardzo skrupulatnie wykona swoje obowiązki.

Planowana przez posłów koalicji rządowej nowelizacja ustawy o NIK zakłada skrócenie procedury kontrolnej. Wielostronicowe protokoły kontroli oraz wystąpienia pokontrolne, wraz z ewentualnymi wnioskami do prokuratury, zastąpi jeden krótki dokument końcowy. - Kontrola nie ma sensu bez obszernego protokołu zawierającego szczegółowy opis wszystkich wykrytych nieprawidłowości - uważa Bogusław Podogrodzki, emerytowany pracownik NIK.

Zwolennicy i przeciwnicy nowelizacji argumentują, że chodzi im o to, by NIK zachowała swoją autonomię i pełną niezależność od polityki. W tym tygodniu Sejm zajmie się projektem noweli ustawy.

Leszek Szymowski

 

Super Express - 162/09, 13.07.2009

Podstawy niezależności NIK będą zachwiane

Z niepokojem przyjmuję projekt nowelizacji ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli. W Sejmowej Komisji do spraw Kontroli Państwowej przegłosowano poprawki, które mogą zdestabilizować NIK i zagrozić rzetelności i obiektywizmowi przeprowadzanych kontroli.

W NIK pracują ludzie oddani służbie państwowej. Apolityczni i obiektywni kontrolują rząd, wojewodów, policję, wojsko i wiele innych organów i instytucji. Wielu z tych kontrolerów rozpoczęło swóją służbę 20 lat temu, kiedy Polska stawała się całkowicie wolnym krajem. Należę do tego pokolenia pracowników Izby. Przez ostatnich kilkanaście lat ludzie ci nabrali doświadczenia. Dzisiaj wielu z nich stanowi kadrę kierowniczą NIK. Stracić swoje stanowiska mogą tylko wtedy, jeśli ich praca zostanie w udokumentowany sposób negatywnie oceniona. Takie kadrowe zabezpieczenie jest gwarantem ich niezależności niezbędnej przy prowadzeniu kontroli.

Ale posłowie z Sejmowej Komisji do spraw Kontroli Państwowej zaproponowali, aby wszyscy ci doświadczeni i apolityczni urzędnicy stracili swoje stanowiska automatycznie, niezależnie od merytorycznej oceny ich pracy. Zostaną poddani niezasłużonej weryfikacji. Muszą stanąć do konkursów, jeśli chcą być dalej dyrektorami i wicedyrektorami w NIK. Jeśli zwyciężą, to stanowiska zostaną im powierzone tylko na pięć lat. W miejsce stabilnych warunków zatrudnienia ustawodawca chce sytuację kadrową i zawodową tych osób uczynić niepewną. W dodatku komisje konkursowe otwarto dla polityków. Mogą w nich zasiąść jako przedstawiciele marszałka Sejmu. Gdyby Sejm uchwalił zaproponowane przez komisję poprawki, podstawy niezależności i stabilności gwarantujące rzetelną i obiektywną kontrolę zostaną zachwiane.

Podobny niepokój wzbudza we mnie proponowany sposób powoływania wiceprezesów. Teraz powołuje ich marszałek Sejmu. Ale wcześniej kandydata na stanowisko wiceprezesa przedstawia we wniosku prezes NIK. Posłowie zachęcają marszałka Sejmu do zaniechania wniosku wobec prezesa. Jeśli marszałek nie rozpatrzy go przez trzy miesiące, będzie mógł powołać sam, bez żadnego wniosku, dowolną osobę. Także wcześniej karaną. Takiego wiceprezesa trudno będzie usunąć ze stanowiska. Jeśli sam się nie zrzeknie, to nie grozi mu utrata stanowiska, nawet jeśli zostanie zatrzymany na gorącym uczynku przestępstwa i oskarżony przed sądem, nie mówiąc już o lekceważeniu swoich obowiązków czy niewykonywaniu poleceń służbowych.

To nie koniec zmian zaproponowanych przez posłów. Postanowili oni bowiem, aby pracę najwyższego organu kontroli sprawdzał zewnętrzny audytor. Nie mam nic przeciwko temu, aby zbadano, jak NIK gospodaruje publicznymi pieniędzmi. Chcemy być transparentni. Ale trzeba zapobiec możliwości wglądania przez audytora w akta kontrolne.

W tym tygodniu Sejm zajmie się ustawą o NIK i mam nadzieję, że posłowie uratują zagwarantowaną konstytucyjnie niezależność NIK wobec władzy wykonawczej oraz samodzielność Izby względem parlamentu, potwierdzoną wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 1998 r.

Jacek Jezierski, Prezes Najwyższej Izby Kontroli

 

Fakt - 162/09, 13.07.2009

Projekt noweli o NIK niepokoi, bo psuje państwo

Nowelizacja ustawy o NIK, nad którą pracuje właśnie Sejm, potwierdza, że nie zawsze szlachetne intencje są gwarancją stanowienia prawa dobrze służącego obywatelom. Posłowie chcieli usprawnić pracę izby i uprościć procedurę kontrolną, niestety w ferworze prac w sejmowej komisji zaproponowali rozwiązania, które mogą wręcz uderzyć w konstytucyjną niezależności NIK.

Wydaje się, że politykom - zarówno z ugrupowań rządzących, jak i opozycyjnych - powinno zależeć na tym, aby kontrola instytucji państwowych była dogłębna, solidna, obiektywna, jak najdalsza od wpływów bieżącej polityki. Pracownicy NIK sprawdzają przecież, jak działa rząd, prezydent, ministrowie, wojewodowie, marszałkowie sejmików, prezydenci miast, burmistrzowie. Kontrolerzy przyglądają się policji, armii, celnikom i urzędnikom skarbowym. Aby kontrole mogły dobrze służyć naprawie państwa, muszą być rzetelnie przeprowadzone. Dotąd gwarancją tej rzetelności była stabilna pozycja zawodowa kontrolerów i nadzorujących ich dyrektorów.

Proponowane w nowelizacji przepisy doprowadzą jednak do czystki kadrowej w NIK. W ciągu dwunastu miesięcy od wejścia ustawy w życie swoje stanowiska utracą wszyscy dyrektorzy i wicedyrektorzy w izbie. Dotąd mogli zostać odwołani tylko na podstawie negatywnej oceny ich pracy. Teraz ustawodawca przygotował dla doświadczonych kontrolerów, bo wielu z nich ujawniało w ostatnich latach największe afery w państwie, swoistą procedurę weryfikacyjną. Oto muszą stanąć do konkursów. Jeśli je wygrają, dostaną stanowisko, ale tylko na 5 lat. Potem znów zostaną zweryfikowani. W komisji konkursowej, sprawdzającej apolitycznych urzędników, zasiąść mogą m.in. politycy - przedstawiciele marszałka Sejmu. Dlaczego politycy chcą tak głęboko ingerować w pracę NIK? Czyżby Izba była zbyt niezależna? Dlaczego w miejsce oceny merytorycznej próbuje się wprowadzić wobec apolitycznych urzędników mechanizm znany ze świata polityki - kadencyjność? Przecież ten sposób obsadzania stanowisk kierowniczych w NIK uderza wprost w niezależność kontroli państwowej.

Politycy chcą też zwiększyć wpływ na izbę przez nowy sposób powoływania wiceprezesów NIK. Dotąd powoływał ich marszałek Sejmu, ale zawsze na wniosek prezesa izby. Teraz marszałek, jeśli tylko zaniecha przez trzy miesiące rozpatrzenia wniosku prezesa, zyska prawo do powołania dowolnej osoby, niekoniecznie akceptowanej przez szefa NIK. Ale to nie koniec niespodzianek. Wiceprezesem może zostać osoba wcześniej karana. Jak już zdobędzie stanowisko, to stanie się w praktyce nieusuwalna. Może nie wykonywać poleceń prezesa, rażąco lekceważyć swoje obowiązki, zachowywać się nieetycznie, a nawet zostać oskarżona o najcięższe zbrodnie. I nic takiemu wiceprezesowi nie grozi. Z aresztu będzie kierował kontrolerami. Poprawki do ustawy stwarzają mu takie możliwości.

To nie wszystko. Każde demokratyczne państwo ma wiele inspekcji i kontroli. Takie wewnętrzne komórki istnieją w każdym ministerstwie, w policji, w wojsku, nawet w CBA. We wszystkich tych państwach funkcjonują też inspekcje skarbowe, celne, sanitarne. Ale większość z państw demokratycznych ustanowiła najwyższy organ kontroli, który kontroluje także wszystkie inspekcje. Najwyższy organ, który działa na rzecz parlamentu i jest całkowicie niezależny od rządu, jest kresem łańcucha sprawdzeń. Nie ustanawia się kontrolera dla najwyższego kontrolera. Z wyjątkiem sprawdzenia jego finansów. Ale w Polsce rząd chce inaczej. W nowelizacji znalazł się przepis mówiący o audycie NIK. Oczywiście, że podatnik ma prawo przyjrzeć się, jak NIK gospodaruje publicznymi pieniędzmi. Ale zapis o audycie jest niestety na tyle ogólny, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby audytor zaczął zaglądać w akta kontrolne. A to już jest niedopuszczalne. To tak, jakby ktoś zaglądał prokuratorowi w akta śledztwa.

Pracuję w izbie od 1992 roku. Przyszedłem do tej służby z całym pokoleniem, które po odzyskaniu niepodległości przed 20 laty zaangażowało się w służbę publiczną. Nigdy nie należałem do żadnej partii. Może dlatego spoglądam z takim niepokojem na projekt nowelizacji, który psuje państwo i uderza w konstytucyjną niezależność NIK.

Jacek Jezierski, prezes NIK

 

Gazeta Prawna - 134/09, 13.07.2009

Konkursy zamiast mianowania w NIK

Wejście ustawy w życie oznacza czystkę kadrową. Swoje stanowiska stracą automatycznie wszyscy dyrektorzy i wicedyrektorzy, którzy dotąd nadzorowali kontrole w całym kraju. Dotychczas utrata stanowiska zawsze musiała być poprzedzona dobrze udokumentowanymi negatywnymi ocenami pracy. Nowi dyrektorzy i wicedyrektorzy mają być wybrani w drodze konkursu, a w skład komisji wejść może polityk - przedstawiciel marszałka Sejmu. Zwycięzca konkursu w miejsce stabilnego mianowania otrzyma pięcioletnią kadencję.

Utraci tym samym tak ważną w relacjach z kontrolowanymi instytucjami niezależność. Podobny niepokój wywołują przepisy, które stwarzają marszałkowi Sejmu możliwość powołania wiceprezesów wbrew woli prezesa NIK. Będą oni mogli trwać na swoich stanowiskach, gdy rażąco naruszą swoje obowiązki, a nawet wtedy, gdy zostaną oskarżeni o ciężkie przestępstwa.

Jacek Jezierski, prezes NIK

 

Gazeta Prawna - artykuł na temat zmian w ustawie o NIK: http://prawo.gazetaprawna.pl/

 

Rzeczpospolita - 130/09, 4.06.2009

Polityczny skok na NIK?

Projekt nowelizacji ustawy o NIK przyjęła we wtorek - większością głosów koalicji rządzącej oraz SLD - Sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej.

- Siłowo przegłosowano zapisy, co do których poważne zastrzeżenia ma nie tylko PiS, ale też biuro prawne NIK, legislator sejmowy i biuro analiz sejmowych - mówi "Rz" poseł Arkadiusz Czartoryski (PiS), przewodniczący komisji.

Prace nad nowelizacją ustawy o NIK trwają od roku. Przebiegały w atmosferze konsensusu, ale miesiąc temu to się zmieniło. Poseł PO Mirosław Sekuła - wiceszef komisji i były prezes NIK, który pilotował projekt - usunął się w cień. W imieniu Platformy zaczął występować poseł Marek Cebula.

Jego propozycje budzą kontrowersje. Wiceprezesem NIK będzie mógł zostać każdy, niezależnie od kwalifikacji. Jak to możliwe?

Wiceszefów Izby powołuje marszałek Sejmu na wniosek prezesa NIK. Projekt otwiera jednak furtkę: jeśli marszałek w ciągu trzech miesięcy nie powoła osoby wskazanej przez szefa Izby, po tym czasie może mianować własnego kandydata.

- Niepotrzebna jest do tego zgoda i akceptacja prezesa NIK. Może on więc dostać zastępców z politycznego nadania - mówi Czartoryski. - To upolitycznienie NIK. Marszałek jest z wyboru politycznego. Kto zagwarantuje, że nie mianuje polityka?

- Jeśli prezes nie dogada się z marszałkiem co do kandydatury wiceprezesa, ktoś musi przeciąć spór. W przypadku pata, decyzję ma podjąć marszałek - broni pomysłu Sekuła.

- Chciałbym przestrzec: nie zawsze marszałkiem będzie osoba, tak jak obecnie, dobrze rozumiejąca, jak ważna dla demokratycznego ładu jest niezależność kontroli państwowej. Co się wówczas stanie? - pyta prezes NIK Jacek Jezierski.

Wiceprezesów ma być trzech, wybieranych na pięć lat. Kto może nimi zostać? Każdy, bo w projekcie nie ma słowa o wymogach stawianych kandydatowi. Może być to osoba np. z wykształceniem podstawowym czy podejrzana o przestępstwo. Odwołać wiceprezesa można, gdy prawomocnie skaże go sąd. Wiceszef NIK, przeciw któremu toczy się sprawa karna, może pełnić funkcję do czasu wyroku. - Według przyjętej nowelizacji wiceprezesi są praktycznie nieusuwalni - twierdzi Czartoryski.

-Prezydentowi też nie stawia się wymogów dotyczących kwalifikacji. Trzeba zaufać rozsądkowi. Chcemy wiceprezesów wyciągnąć z cienia prezesa - ripostuje poseł Sekuła.

Ale Jezierski nie wyobraża sobie kierowania Izbą bez możliwości odwołania zastępców, nawet gdy rażąco naruszą obowiązki albo nie będą wykonywać poleceń służbowych. - To może doprowadzić do dezorganizacji i demoralizacji w NIK - przestrzega.

Inna kontrowersja: w wewnętrznych komisjach konkursowych NIK, które np. wybierają dyrektorów, ma być przedstawiciel marszałka Sejmu.

- To może być każdy. Np. działacz polityczny PO ze Szczecina - uważa Czartoryski.

Jaka jest intencja takiego zapisu? Na posiedzeniu komisji PO tego nie wyjaśniła. Kilkadziesiąt zmian przegłosowano w półtorej godziny. - Jeśli w komisji konkursowej będzie przedstawiciel marszałka, postępowanie będzie transparentne - przekonuje Sekuła.

Komisja uchwaliła też, że Najwyższa Izba Kontroli ma podlegać audytowi. Co ma sprawdzać, nie doprecyzowała.

- Prywatna zewnętrzna firma będzie kontrolowała państwowy NIK. Nie tylko np. wykonanie budżetu, ale i kwestie merytoryczne, co narusza konstytucyjną samodzielność Izby - uważa poseł Czartoryski.

- Audyt jest propozycją rządową, którą prezentowała minister Julia Pitera - mówi Sekuła.
- To niedobre rozwiązania i mam wątpliwości, czy są zgodne z konstytucją - ocenia prof. Andrzej Sylwestrzak z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert ds. kontroli administracji publicznej.

- Wiceprezesi nie powinni być powoływani bez zgody prezesa NIK. Jeśli będą z określonych opcji politycznych, mogliby stworzyć państwo w państwie. NIK jest instytucją zaufania publicznego, nie rozumiem, dlaczego ma ją kontrolować zewnętrzny audytor.

Materiały audiowizualne dla radia, TV i portali internetowych >>

Informacje o artykule

Data utworzenia:
21 stycznia 2010 10:56
Data publikacji:
20 lipca 2009 10:57
Wprowadził/a:
Andrzej Gaładyk
Data ostatniej zmiany:
15 lipca 2013 12:37
Ostatnio zmieniał/a:
Andrzej Gaładyk

Przeczytaj treść ponownie