Danuta Bolikowska, Ryszard Szyc, Sępy nad lasami.
W 1923 r. na szczytach władzy pozostawali ludowcy. Na czele rządu po raz drugi stanął Wincenty Witos. Zasłużeni działacze ludowi PSL „Piast”, którego Witos był prezesem, przyzwyczaili się już do ministerialnych stołków; obejmowali także wiele kluczowych urzędów. Z tej racji kontrolerowi NIK Mieczysławowi Dębskiemu pracy i nowych wyzwań nie brakowało. We wspomnieniach Dębskiego interesujący jest m.in. fragment dotyczący kontroli Lasów Państwowych, które NIK badała w 1923 r. „[...] W Małopolsce Wschodniej, kto miał jakieś stosunki w sferach poselskich, a osobliwe wśród witosowców, zawierał z dyrekcją Lasów Państwowych we Lwowie umowę kupna drewna. Nabywcy nie mieli nawet czasu na sprecyzowanie, gdzie znajduje się przez nich nabywana masa drewna. Wystarczyło określenie 300–400 tys. metrów sześciennych w lasach grawitujących do takiej to linii kolejowej. Doznawało się wrażenia, że to stada sępów rzuciły się na te nieszczęsne lasy. Każdy tam bowiem był czystej krwi handlowcem i za pożyczone [...] pieniądze zakładał spółki drzewne »ludowe« i nie wątpił, że w najbliższym czasie, pod auspicjami Witosa i jego adherentów, zrobi olbrzymią fortunę, słusznie mu należną za jego ideowość” – pisał Dębski.
W odradzającym się państwie jak grzyby po deszczu powstawały spółki, przedsiębiorstwa i stowarzyszenia zajmujące się skupem drewna od Lasów Państwowych, najczęściej na kredyt, lub – dzięki koneksjom w sferach władzy – kupujących drewno po cenach wielokrotnie niższych niż rynkowe. Mówiono wprost o rabunkowej gospodarce. Zarządy lasów nie nadążały z pilnowaniem terminowego wywiązywania się z umów przez nieuczciwych kontrahentów. Ministerstwo Rolnictwa i Dóbr Państwowych nie było w stanie wyliczyć dochodów z gospodarki leśnej.
Sprawą zainteresował się sejm, składając do prezesa NIK interpelację. Posłowie proponowali dać Najwyższej Izbie Kontroli trzy miesiące na zbadanie ludowych spółek drzewnych w Małopolsce. Wincenty Witos wnioskował jednak, by termin ten, łącznie z odpowiedzią dla sejmu, skrócić… zaledwie do dwóch tygodni. Jak wspomina kontroler, ta propozycja została przez sejm uchwalona. Nie ulegało wątpliwości, że wnioskujący o skrócenie terminu zdawał sobie sprawę, iż nie będzie można przeprowadzić gruntownego badania w tak krótkim czasie. Według relacji kontrolera można było mówić nawet o sabotowaniu kontroli przez Witosa.
NIK wykonała to karkołomne zadanie, a tło rabunkowej gospodarki w lasach zostało opisane w protokołach. Kontrola, oprócz zarządów okręgowych w centralnej i północnej Polsce, objęła również działania Lwowskiego Zarządu Okręgowego Lasów Państwowych, w szczególności zawieranie umów na sprzedaż drewna. Powołano ad hoc zespół, nazwany od stylu jego pracy „komisją nieprzespanych nocy”. We dnie badano dokumenty, a noc służyła do prze- noszenia się z miejsca na miejsce. Główny uczestnik tej kontroli wspominał, że szybko zorientował się, iż jeden członek dokooptowany do zespołu kontrolnego spoza NIK – jego zdaniem – mocno w te afery zaangażowany, wyraźnie utrudnia pracę. Zaczął więc pisać raport zaadresowany do prezesa NIK o sabotowaniu pracy przez tegoż urzędnika. Niedokończony dokument pozostawił na biurku, wychodząc z pokoju i dając „koledze” możliwość i czas na przeczytanie tego, co już napisał. Tego samego dnia urzędnik nagle poczuł się chory i oświadczył, że musi natychmiast wyjechać. Tak się też stało.
Z przeprowadzonej kontroli wynikało, że na mocy kontraktu zawartego przez Ministerstwo Rolnictwa i Dóbr Państwowych z Polską Ludową Spółką Drzewną spółka otrzymała do eksploatacji 2400 ha lasu w nadleśnictwach Mizuń i Sołotwina Mizuńska. Spółka zobowiązała się do wykonania szeregu inwestycji, takich jak budowa tartaku, kolejek leśnych, torów, wagi i rampy, 14 km drogi, budynków mieszkalnych, telefonów oraz nabycia gruntów pod tartak. Ocena realizacji umowy przez NIK była druzgocząca: kontrakt został zawarty „nieprzezornie” i naraził Skarb Państwa na poważne straty z powodu zbyt niskich cen drewna w pierwszym roku obowiązywania umowy oraz ustalenia rewizji cen tylko raz w roku. Wskutek tego spółka płaciła za 1 m sześc. drewna 240 marek, podczas gdy jego cena rynkowa bywała nawet ośmiokrotnie wyższa. W dodatku spółka nie oddała w terminie żadnej z zaplanowanych inwestycji. Po kontroli NIK wnioskowała do Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Państwowych o polecenie Zarządowi Lasów Państwowych we Lwowie, by skuteczniej czuwał nad postępem robót wykonywanych przez spółkę i wyegzekwował od niej kary za niewykupienie gruntów pod kolejkę oraz dopilnował wykonania pozostałych zobowiązań umownych.
Kolejna umowa z Polską Ludową Spółką Drzewną, tym razem zawarta nie przez ministerstwo, lecz przez Zarząd Okręgowy Lasów Państwowych we Lwowie, umożliwiła spółce nabycie na preferencyjnych warunkach w Nadleśnictwie Worochta ok. 50 tys. m sześc. drzewa jodłowego i świerkowego. Kontrola wykazała, że spółka (przemianowana na Karpackie Towarzystwo Leśne) zalegała z zapłatą za drewno, a Zarząd Okręgowy przedłużając wiele razy termin zapłaty, de facto kredytował ten zakup, co spowodowało straty Skarbu Państwa w związku ze spadkiem wartości marki.
Po zakończeniu badań i powrocie do Warszawy kontroler NIK, w oczekiwaniu na przyjazd do sejmu prezesa NIK Jana Żarnowskiego, przechadzał się w kuluarach z raportem na temat spółek drzewnych. Spotkał go tam znajomy poseł Alfons Erdman: „Witos bardzo pragnie was poznać i czeka tu, obok, w klubie” – oświadczył kontrolerowi. Prawie natychmiast doszło do spotkania z premierem, które kontroler tak relacjonował:
„No, jak się panu podobała nasza Galicja?” – zapytał na wstępie premier. „Piękny kraj, ale pan premier pewno chciałby usłyszeć coś o Polskiej Ludowej Spółce Drzewnej?” „Nic mnie ona nie obchodzi” – odpowiedział Witos”. To był fragment książki „ 100 kontroli z archiwum NIK”, czytała Małgorzata Spór