Jedna z najważniejszych kontroli przeprowadzonych przez NIK w minionym roku dotyczyła tego, jak administracja publiczna poradziła sobie ze skutkami wystąpienia ostatniej powodzi. - Dobrze dajemy sobie radę w sytuacjach kryzysowych. Drugą stroną medalu jest to, jak przygotowujemy się na ich nadejście - komentuje ustalenia Izby Piotr Miklis, dyrektor wrocławskiego oddziału NIK.
Na wsparcie dla powodzian wydano w skontrolowanych województwach ok. 570 mln zł. Z tej sumy prawie 111 mln zł wypłacono w formie zasiłków na zaspokojenie niezbędnych potrzeb mieszkańców, a 382 mln zł na naprawę ponad 14 tys. budynków. W ocenie Izby rząd i jednostki samorządu terytorialnego sprawnie uruchomiły wszystkie niezbędne środki pomocy. Z drugiej strony w dorzeczu Odry wciąż może powtórzyć się tragedia z 1997 lub 2010 roku. Program dla Odry 2006 jest realizowany ze znacznymi opóźnieniami. To, co już zbudowano lub zmodernizowano, nie chroni wystarczająco przed powodziami. Fatalny jest stan 1/3 wałów, a od poprzedniej kontroli NIK w 2007 r. niewiele się zmieniło. Nadal nie zostały rozpoczęte kluczowe dla poprawy bezpieczeństwa inwestycje, takie choćby jak budowa zbiornika Racibórz. - Ta ważna inwestycja wciąż pozostaje na papierze, a termin wejścia robotników na plac budowy jest systematycznie przesuwany - ubolewa szef wrocławskiej delegatury NIK.
Niespodziewane wyniki przyniosła kontrola działalności gospodarczej gmin. W każdym z pięciu miast na terenie Dolnego Śląska funkcjonowały spółki komunalne, które nie realizowały zadań publicznych. Spółki zarządzane przez gminy niosą ze sobą ryzyko praktyk monopolistycznych, a także nieuczciwej konkurencji. Szczególnie, gdy zajmują się usługami czysto komercyjnymi, np. deweloperskimi czy - jak w Polkowicach - hotelarsko-restauracyjnymi (przyniosły one zresztą gminie stratę w wysokości blisko 1,5 mln zł, za którą musieli ostatecznie zapłacić mieszkańcy). - Efektem naszej kontroli było rozpoczęcie w Polsce debaty nad tym, jak daleko jednostka samorządowa może posunąć się w prowadzeniu działalności gospodarczej nastawionej jedynie na zysk - opowiada Piotr Miklis.
Wciąż głośna jest we Wrocławiu sprawa miejskiej izby wytrzeźwień. W zeszłym roku aż sześć osób poniosło w niej śmierć. - Sprawy te bada prokuratura, my przyjrzeliśmy się tutejszemu systemowi bezpieczeństwa - wyjaśnia Miklis. Kontrola NIK wykazała cały szereg zaniedbań i odstępstw od przyjętych standardów. Osoby przewiezione do izby wytrzeźwień nie mogły liczyć na warunki gwarantujące im pełne bezpieczeństwo. - Tą kontrolą NIK włącza się do dyskusji, która od miesięcy rozpala miasto. Dyskusji o tym, czy w demokratycznym państwie dla tak funkcjonującej izby wytrzeźwień w ogóle jest miejsce - podsumowuje ustalenia Izby Piotr Miklis.