Prasa o nowelizacji ustawy o NIK

Niezależność NIK została uratowana

Rzeczpospolita - 19/10, 23.01.2010

Sejm przyjął nowelizację ustawy o NIK, rezygnując z najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań.

-Niezależność Izby została obroniona, bo ostatecznie prezes NIK będzie miał zawsze wpływ na wybór wiceprezesów - mówi Jacek Jezierski, prezes NIK. - Udało się odrzucić kadencyjność wiceprezesów i wpisać do ustawy warunki ich odwołania, a także - co najważniejsze -zrezygnować z udziału polityków w komisjach konkursowych wybierających dyrektorów w Izbie.

W czerwcu "Rz" pierwsza ujawniła kontrowersyjne propozycje zmian w ustawie. Krytykowała je opozycja i prezes Izby, twierdząc, że uderzają w jej niezależność. Sprzeciw budziła m.in. możliwość powoływania wiceprezesów NIK bez zgody szefa Izby i niejasny zapis o zewnętrznym audytorze w NIK. Z większości tych pomysłów się wycofano. Co Sejm uchwalił? Zmianę procedury kontrolnej (zamiast dwóch dokumentów pokontrolnych ma być jeden), audyt zewnętrzny Izby co najmniej raz na trzy lata i kadencyjność dyrektorów i wicedyrektorów NIK od 2013 r.

Audytor będzie mógł sprawdzać tylko gospodarowanie finansami NIK. -Żałuję, że nie został wobec niego sformułowany wyraźny zakaz zajmowania się działalnością kontrolną - komentuje Jezierski i zaznacza, że być może w tej sprawie trzeba będzie o zdanie zapytać Trybunał Konstytucyjny.

lista artykułów >>

 

Zmiany w ustawie o NIK mogą prowadzić do pogorszenia jakości kontroli państwowej

Dziennik - 17/10, 26.01.2010

JACEK JEZIERSKI o niezależności Najwyższej Izby Kontroli.

Nowelizacja ustawy o NIK uchwalona w zeszłym tygodniu nie zagraża już niezależności Izby, jak się pan prezes obawiał. Które niebezpieczne przepisy z projektu usunięto?

JACKEK JEZIERSKI: Udało nam się przekonać posłów do zrezygnowania z przepisów, które upolityczniałyby NIK i w istocie ją dezintegrowały. Przypomnę, że niektórzy posłowie chcieli m.in. przepisów, które umożliwiałyby powołanie wiceprezesów bez udziału prezesa Izby. Tak powołani wiceprezesi mieli być praktycznie nieodwoływalni w czasie swojej kadencji, nawet jeśli nie wykonywaliby poleceń prezesa. To groziło destabilizacją Izby. Przekonaliśmy parlamentarzystów, aby zrezygnowali z tych rozwiązań.

Będzie pan miał wpływ na dobór swoich zastępców?

Tak. Do procedury powoływania wiceprezesów wprowadzono opiniowanie kandydatów przez komisję sejmową, ale decyzję pozostawiono w rękach prezesa NIK i marszałka Sejmu.

Audyt zewnętrzny Izby jednak będzie można przeprowadzać, ale w ustawie nie zapisano wyraźnie, że nie może on dotyczyć działalności kontrolnej. Jakie zagrożenia z tego wynikają?

Udało nam się w końcu przekonać posłów o konieczności wyszczególnienia w ustawie, czym konkretnie może się zajmować audytor. Przepisy mówią, że audytor ma sprawdzać, jak NIK gospodaruje powierzonymi jej publicznymi pieniędzmi. To odsunęło zagrożenie zaglądania przez audytora do akt kontroli. Senat, pod wpływem naszych argumentów, zaproponował jeszcze dodatkowy przepis, który zabraniałby audytorowi sprawdzania działalności kontrolnej. Szkoda, że Sejm ostatecznie tę poprawkę odrzucił. Być może będzie musiał się w tej materii wypowiedzieć Trybunał Konstytucyjny.

Kto mógłby złożyć taki wniosek?

Na przykład prezydent

Kontrowersyjna jest sprawa konkursów na stanowiska kierownicze w NIK. Z komisji konkursowych i z projektu wyłączono przedstawicieli marszałka Sejmu. Czy ta zmiana jest korzystna?

Powiem wprost. To był bardzo zły pomysł. Politycy mieli mieć wpływ na wybór apolitycznych urzędników. Na szczęście większość parlamentarna podzieliła nasze obawy, że prowadziłoby to do upolitycznienia Izby. Obecnie mój największy niepokój wzbudzają zmiany w procedurze kontrolnej. Niestety, mogą one prowadzić do pogorszenia jakości kontroli państwowej.

 Kiedy zostanie rozpisany pierwszy konkurs na stanowiska kierownicze w NIK?

Konkursy przeprowadzane są w NIK już od kilku lat. Ale w kształcie przewidzianym w ustawie - czyli wyłaniające kadencyjnych dyrektorów -ruszą dopiero w 2013 roku.

Kiedy może być przeprowadzony pierwszy audyt?

Pierwszy audyt zostanie przeprowadzony pół roku po wejściu ustawy w życie. Ale jeszcze po drodze jest pan prezydent.

lista artykułów >>

Prezes NIK prosi senatorów o ratunek

Rzeczpospolita - 245/09, 19.10.2009

Jacek Jezierski w dramatycznym tonie apeluje o odrzucenie rozwiązań zagrażających niezależności Izby.

- Uchwalone przez Sejm przepisy wprowadzają szereg niedobrych rozwiązań, które zagrażają bezpieczeństwu państwa oraz jakości kontroli państwowej - przestrzega w liście-apelu skierowanym do senatorów Jacek Jezierski, prezes Najwyższej Izby Kontroli. Zaznacza, że niektóre rozwiązania mogą być sprzeczne z konstytucją.

Kontrowersyjny projekt "Rz" ujawniła w czerwcu. Teraz dotarliśmy do listu, który otrzymali senatorowie, marszałek i wicemarszałkowie Senatu. Na rozpoczynającym się jutro posiedzeniu zajmą się oni nowelizacją ustawy o NIK. Prezes Izby ma nadzieję, że przekona ich do rezygnacji z kontrowersyjnych rozwiązań.

Co spędza sen z oczu prezesowi Izby? Głównie możliwość wprowadzenia do NIK zewnętrznego audytora. We wrześniu Sejm zaakceptował krytykowany przez opozycję pomysł stwarzający zagrożenie, że prywatna firma będzie miała wgląd w akta kontrolne. Jacek Jezierski uważa, że obecna definicja audytu nie zabezpiecza należycie ani bezpieczeństwa państwa, ani konstytucyjnej niezależności NIK.

Przyjęty przez Sejm zapis mówi, że audytor może badać w Izbie: "ocenę gospodarności, celowości i rzetelności dokonywania wydatków ze środków publicznych".

-Taka treść przepisu otwiera zewnętrznej, prywatnej firmie możliwość wpływania na proces kontrolny poprzez pytania o celowość i gospodarność w związku z zamawianiem ekspertyz lub kierowaniem na kontrolę takiej, a nie innej liczby kontrolerów, np. w sprawie offsetu związanego z zakupem F-16, prywatyzacji stoczni lub badania przebiegu prac nad ustawą hazardową - zaznacza w piśmie Jezierski. Zwraca uwagę, że NIK kontroluje tak newralgiczne obszary jak prywatyzacje, zagadnienia dotyczące obrony narodowej czy energetyki.

-W najwyższym stopniu podzielam obawy prezesa Jezierskiego dotyczące zagrożeń związanych z wprowadzeniem do NIK zewnętrznego audytora - mówi "Rz" wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski. -Jest oczywiste, że audytor musi być odcięty od materiałów kontrolnych. Większość audytorów zajmuje się przecież także doradztwem.

GRAŻYNA ZAWADKA

lista artykułów >>

 

Posłowie przegłosowali kontrowersyjny zapis umożliwiający kontrolowanie Izby przez zewnętrzną firmę

Rzeczpospolita - 225/09, 25.09.2009

Sejm zaakceptował wczoraj krytykowane przez opozycję rozwiązanie, jakim jest wprowadzenie do NIK zewnętrznego audytora. Będzie mógł badać "rzetelność, celowość i gospodarność wydatków" NIK.

Według opozycji stwarza to zagrożenie, że firma będzie miała wgląd w akta kontrolne.

Parlamentarzyści odrzucili za to inne kontrowersyjne poprawki, które - jak informowała "Rz" - w środę rekomendowała im Sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej.

- Do wielu spraw dla nas kluczowych udało się posłów przekonać -mówi "Rz" Jacek Jezierski, prezes Najwyższej Izby Kontroli. -Chcielibyśmy, aby w Senacie doprecyzowano audyt NIK. Audytor nie powinien nigdy, także pod względem finansowym, sprawdzać i oceniać planowania i realizowania prowadzonych przez NIK kontroli.

Według uchwalonej wczoraj nowelizacji wiceprezesów Izby ma powoływać marszałek Sejmu, ale zawsze na wniosek prezesa NIK (tak jest dzisiaj), tyle że po zasięgnięciu opinii sejmowej komisji. Zrezygnowano z pomysłu, który przewidywał, że jeśli marszałek nie powoła wiceprezesów, to kandydatów będzie mogła zgłosić grupa posłów. Według krytyków groziło to obsadzaniem stanowisk według politycznego klucza.

Wiceprezesów NIK będzie można odwołać, jeśli naruszą rażąco obowiązki (pierwotnie mieli być nieusuwalni).

W komisjach konkursowych nie będzie przedstawicieli marszałka Sejmu. Dyrektorzy będą powoływani na kadencje, ale dopiero od 2013 roku. Nowelizacja zakłada też zmianę struktury NIK na: departamenty, delegatury i biura. Dwa dokumenty pokontrolne będą zastąpione jednym. - Robi się rewolucję w firmie, która dobrze funkcjonuje. Zmiana struktury wewnętrznej NIK sprawi, że przez najbliższy rok będzie zajmowała się sama sobą - uważa Poseł Arkadiusz Czartoryski z PiS.

lista artykułów >>

 

NIK pod prywatną kontrolą?

Rzeczpospolita - 224/09, 24.09.2009

Sejm ma dziś zdecydować, czy zewnętrzny audytor będzie sprawdzał Izbę. Opozycja: To polityczny skok na NIK

Po burzliwej dyskusji Sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej przyjęła wczoraj większość kontrowersyjnych rozwiązań w ustawie o NIK. Zewnętrzny audytor będzie mógł kontrolować Izbę. A o wyborze wiceprezesów będzie mogła decydować grupa posłów.

- Zapis dotyczący audytu jest nieprecyzyjny, więc niezwykle groźny - mówi "Rz" Jacek Jezierski, prezes Izby. - Prywatny audytor, który może być związany z różnymi grupami interesów, będzie miał możliwość wejścia do konstytucyjnego organu, jakim jest NIK.

W czerwcu "Rz" jako pierwsza pisała o propozycjach, jakie się znalazły w ustawie o NIK. Już wtedy krytykowali je opozycja i prezes Izby.

Kto wpłynie na kontrole

Poprawkę zakładającą wprowadzenie zewnętrznego audytora zgłosiła Platforma Obywatelska. Komisja sejmowa odrzuciła zgłoszony przez posłów PiS wniosek, by w sprawie audytu zwrócić się o opinię ekspertów. Według przyjętego wczoraj przez nią zapisu audyt miałby dotyczyć m.in. gospodarności, celowości i rzetelności dokonywania wydatków ze środków publicznych.

Opozycja zaznacza, że NIK większość środków przeznacza właśnie na kontrole. Wytyka też, że zapis o audycie jest zbyt ogólny. - Proponuje się, aby audytor badał m.in. rzetelność, celowość i gospodarność. Co to oznacza? Że może sprawdzać, czy np. kontrola w takim czy innym ministerstwie była celowa, skoro pociągnęła za sobą określone wydatki - wytyka poseł Arkadiusz Czartoryski z PiS.

Posłowie opozycji obawiają się też, że przyjęcie takich rozwiązań w ustawie może doprowadzić do sytuacji, w której prywatna firma pośrednio będzie mogła wpływać na proces kontrolny. W jaki sposób? - Zaproponowane przepisy pozwalają audytorowi oceniać wydatki towarzyszące konkretnym kontrolom, takie jak np. zamówione ekspertyzy czy liczba inspektorów skierowanych dodanej kontroli - tłumaczy prezes Jezierski.

- Audytor będzie mógł badać, czy np. kontrola, która pociągnęła za sobą duże wydatki, była celowa. A więc pośrednio ingerować w proces kontrolny - mówi "Rz" poseł Arkadiusz Czartoryski z PiS. - Co gorsza, audytorem może być niemal każda firma: od Warszawy do Władywostoku.

Pojawia się też zarzut, że w przypadku przeglądu kontroli w jakimś resorcie prywatna firma może zdobyć wiedzę, która pozwoli jej np. wygrywać przetargi.

Sposób na wiceprezesów

Komisja przegłosowała też zapis dotyczący trybu powoływania wiceprezesów Izby. Na wniosek prezesa NIK powołuje ich marszałek Sejmu. Zgodnie z przyjętą poprawką wiceprezesów będzie trzech. (Obecnie może ich być od dwóch do czterech). A jeśli marszałek nie powoła ich w ciągu trzech miesięcy, kandydatów będzie mogła zgłosić grupa posłów. Wówczas wybierze ich Sejm.

- Politycy, a w rzeczywistości większość sejmowa, zdecydują więc, kogo obsadzić na fotelu wiceprezesów Izby -mówi poseł Czartoryski.

Jak na zarzuty odpowiadają politycy Platformy? -Zaopiniowano poprawkę, która precyzuje, czym jest audyt, i określa, że dotyczy on spraw finansowych -mówi "Rz" poseł Mirosław Sekuła, były prezes NIK. Czy prywatne firmy będą mogły sprawdzać Izbę? - Nie chcę się na ten temat wypowiadać - zastrzega. Nieoficjalnie wiadomo, że był przeciwny zewnętrznemu audytowi. - Obawy PiS dotyczące audytu są raczej nieuzasadnione - ocenia poseł Janusz Krasoń z SLD. - Na wszelki wypadek możemy zrobić ekspertyzę, ale kiedy ustawa już będzie w Senacie.

Grażyna Zawadka
Eliza Olczyk


CO ZMIENIŁA KOMISJA

Wiceprezesów będzie można usunąć

Sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej wycofała się tylko z nielicznych kontrowersyjnych rozwiązań. Według pierwotnego projektu wiceprezesi NIK byli praktycznie nieusuwalni. Wczoraj komisja przegłosowała poprawkę, zgodnie z którą, jeśli rażąco naruszą oni swoje obowiązki, będzie ich można odwołać. Posłowie zrezygnowali z pomysłu, by w komisjach konkursowych na stanowiska dyrektorów i wicedyrektorów NIK mieli zasiadać przedstawiciele marszałka Sejmu. Przesunięto też wprowadzenie kadencyjności dyrektorów. Sześcioletnie kadencje mają obowiązywać dopiero od 2013 roku.

graż

lista artykułów >>

 

Czy NIK się obroni

Gazeta Wyborcza - 224/09, 24.09.2009

Dziś Sejm głosuje ustawę, która może zagrozić niezależności Najwyższej Izby Kontroli.

Nowelizacja miała pierwotnie dostosować ustawę o NIK do konstytucji i usprawnić działanie Izby. Ale poseł PO Marek Cebula zgłosił (w porozumieniu z rządem) poprawki, które oprotestował prezes NIK Jacek Jezierski, a prawnicy mają wątpliwości co do ich zgodności z konstytucją. Chodzi głównie o trzy sprawy: •• tryb wyboru zastępców prezesa - nawet wbrew jego woli - ich nieodwoływalność; •• upolitycznienie komisji wybierających dyrektorów oddziałów NIK (zasiadłby w nich przedstawiciel marszałka Sejmu); •• wprowadzenie audytu zewnętrznego, który umożliwiałby m. in. kontrolowanie kontroli NIK.

Wczoraj okazało się, że PO, PiS i SLD chcą wycofać się z udziału w komisjach przedstawicieli marszałka Sejmu. Sejmowa komisja poparła też poprawkę z definicją audytu, ale według NIK wciąż nie jest precyzyjna. -Pomysł kontrolowania NIK jest kontrowersyjny, bo tworzy się niekończącą się piramidę kontroli, w której NIK przestaje być najwyższym organem kontroli państwowej - mówi rzecznik NIK.

ES

lista artykułów >>

 

Koalicja zmienia zdanie w sprawie NIK?

Rzeczpospolita - 165/09, 16.07.2009

Wiceprezesi będą usuwani, gdy naruszą obowiązki. Audyt obejmie tylko finanse i gospodarkę mieniem.

Zmiany w ustawie o NIK zaproponowane przez Sejmową Komisję ds. Kontroli Państwowej, o których "Rz" pisała w czerwcu jako pierwsza, krytykowała nie tylko opozycja. Prezes izby ostrzegał, że nowe prawo uderzy w jej niezależność. Projekt komisji zakładał m. in., że o wyborze wiceprezesów izby (ma ich być trzech) może samodzielnie decydować marszałek Sejmu. Jeśli przez trzy miesiące nie powołałby kandydata zgłoszonego przez prezesa może wskazać własnego. Wiceprezesi mieli być nieusuwalni.

Opozycję niepokoiło również to, że NIK miałaby być kontrolowana przez audytora zewnętrznego bez określenia zakresu audytu. Zdaniem krytyków stwarzałoby to niebezpieczeństwo wglądu osób postronnych w przeprowadzane kontrole.

Wczoraj, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie doszło w Sejmie do drugiego czytania projektu. Fala krytyki sprawiła, że posłowie przygotowują poprawki.

- Wycofujemy się z zapisów, które wzbudziły kontrowersje - przyznaje w rozmowie z "Rz" poseł Marek Cebula (PO), sprawozdawca ustawy. - Według nowych przepisów będzie można usunąć wiceprezesów, jeśli np. naruszą swoje obowiązki. Powstanie też zapis, który przewiduje, że gdy marszałek Sejmu wciągu trzech miesięcy nie powoła wiceprezesów NIK, nowego kandydata może zgłosić grupa posłów.

Sprecyzowany ma być też zapis o audycie. - Będzie dotyczył tylko finansów i gospodarki mieniem - zapewnia Cebula.

Graż

lista artykułów >>

 

Wiele hałasu o NIK cd.

Gazeta Wyborcza - 165/09, 16.07.2009

Kontrowersyjna nowelizacja ustawy o NIK spadła z porządku obrad Sejmu. PO chce się dogadać z Lewicą w sprawie poprawek.

O projekcie nowelizacji pisaliśmy wczoraj. W ocenie m. in. szefa Najwyższej Izby Kontroli Jacka Jezierskiego poprawki, które wniósł w porozumieniu z rządem poseł PO Marek Cebula, grożą osłabieniem niezależności NIK. Chodzi przede wszystkim o to, że:

  • dają marszałkowi Sejmu możliwość wysuwania i powoływania wiceprezesów NIK,
  • wiceprezesi zyskują gwarancję nieusuwalności, nawet jeśli sprzeniewierzą się obowiązkom;
  • marszałek Sejmu ma określać warunki zewnętrznego audytu, co może grozić tym, że zlecałby kontrole kontroli przeprowadzanych przez NIK.

"Gazeta" napisała, że PO zamierza wycofać się z niektórych poprawek. Miało się to odbyć wczoraj, ale punkt spadł z porządku obrad Sejmu. Jak powiedział nam poseł sprawozdawca Mirosław Sekuła (PO), chodzi o to, że konkurencyjne poprawki zamierzał zgłosić klub Lewicy, a PO chce się wstrzymać. - Chcemy mieć czas na porozumienie z Lewicą, by mieć większość do uchwalenia ustawy i odrzucenia ewentualnego weta prezydenta - wyjaśnia Sekuła.

ES

lista artykułów >>

 

Kto dopieści marszałka?

Dziennik - 165/09, 16.07.2009

Przykład kariery Jerzego Buzka pokazuje, że życie polskich polityków jest wcale długie. Takich co grzebano za życia, a oni wracali, jest legion, dlatego nie zdziwi mnie nawet ponowny widok Kazimierza Marcinkiewicza czy Jana Rokity w ławach rządowych. Życie mają bowiem jako się rzekło, politycy długie. Ale pamięć krótką.

Oto kilka dni temu czytaliśmy w gazetach, że ustawę medialną zjechała nawet nieruchawa OBWE, zarzucając rządowi, że gwałci nią niezależność mediów i łamie europejskie standardy. Przyznacie państwo, takie cyrki nie zdarzały się nawet, gdy wicepremierami byli Lepper (dziś ojciec ekonomicznych pomysłów ekipy Tuska) i Giertych (główny doradca w sprawie TVP), że głównego szkodnika będącego wówczas premierem nie wymienię.

Zdolność nauki na błędach nie jest mocną stroną Polaków, nic więc dziwnego, że teraz prasa donosi o tym, jak PO gmera przy ustawie o NIK. Wykoncypowała sobie że wiceprezesów NIK będzie powoływał marszałek Sejmu. Mało tego, będą oni nieodwoływalni. Wyobrażają sobie państwo funkcjonowanie instytucji, w której zastępcy mają prawo olewać szefa, bo ten może im, no z grubsza wiadomo, co on im może? A żeby było fajniej, to marszałek Sejmu będzie mógł kontrolować NIK. Układ będzie czytelny - ty skontrolowałeś moją partię, to my zrobimy półroczny kipisz tobie i ciekawe, czy ci się nie odechce.

Pozwolą państwo, że odpuszczę argumenty zasadnicze i z góry odwołam się do cynizmu polityków. Kiedy bowiem słucham o takich pomysłach, to zastanawiam się, czy ich autorzy wierzą w swą nieśmiertelność? Sądzą, że będą rządzili zawsze? Że zawsze będą nosili przed nazwiskiem minister, premier? Nie wiedzą, że prawo tworzą nie tylko dla siebie, ale i dla następców? Że skoro marszałkiem Sejmu był Dorn, to może być i Gosiewski, Napieralski czy Wierzejski? Swoją drogą ciekawe, czy wtedy publicyści tak walczący z antydemokratycznym reżimem kaczyzmu-dornizmu również nie będą protestować? Co takiego ma w sobie władza, jakim musi być narkotykiem, że nie tylko uzależnia, ale i odurza? Nie wierzę bowiem, że będąc przy zdrowych zmysłach, można nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństw, które się tworzy. Co z tego, że życzliwy temu rządowi Trybunał Konstytucyjny wszystko przyklepie, skoro potem będą z tego korzystać przeciwko wam wasi wrogowie? No i pytanie zasadnicze - po co to wszystko. Żeby dopieścić marszałka? Zgoda, potrzeba pieszczenia Bronisława Komorowskiego jest pierwszorzędna i bezdyskusyjna, ale za taką cenę? Nadzieja w tym, że on sam woli inne karesy.

Robert Mazurek

lista artykułów >>

 

Zastrzeżenia lewicy

Trybuna - 165/09, 16.07.2009

Nowelizacja ustawy o NIK. Przedstawiciele Klubu Poselskiego Lewica skrytykowali propozycje zmian w ustawie o Najwyższej Izbie Kontroli. Zdaniem posłów Lewicy, niektóre zapisy mogą być niekonstytucyjne i prowadzić do upolitycznienia izby. Projekt został wczoraj zdjęty z porządku obecnego posiedzenia Sejmu. Główne wątpliwości Lewicy dotyczą przepisu, który zezwalałby marszałkowi Sejmu na przeprowadzenie w NIK audytu przy pomocy zewnętrznej firmy.

Posłowie Lewicy proponują uproszczenie procedury wyboru wiceprezesów NIK. Chcą, by marszałek Sejmu powoływał wiceprezesów na wniosek prezesa izby oraz po zasięgnięciu opinii sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej. Taka sama procedura miałaby dotyczyć powoływania członków kolegium NIK. Inna proponowana zmiana to wykreślenie zapisu przewidującego kadencyjność kadry kierowniczej NIK, czyli dyrektorów departamentu i dyrektorów biur.

KJ

lista artykułów >>

 

Nowelizacja ustawy o NIK jest niekonstytucyjna?

Depesza PAP - 15.07.2009 15:00

Posłowie Lewicy skrytykowali w środę propozycje zmian w ustawie o NIK, przygotowane przez sejmową Komisję ds. Kontroli Państwowej. Ich zdaniem, niektóre z nich mogą być niekonstytucyjne i prowadzić do upolitycznienia Izby. Dlatego też - w opinii Lewicy - dobrze się stało, że projekt został zdjęty z porządku obecnego posiedzenia Sejmu.

Jak mówił na konferencji prasowej wiceszef komisji ds. kontroli Janusz Krasoń (Lewica), sprzeczny z ustawą zasadniczą może być m.in. proponowany zapis, który pozwoliłby marszałkowi Sejmu na przeprowadzenie w NIK audytu przy pomocy zewnętrznej firmy. - W polskim prawie w ogóle nie ma definicji audytu zewnętrznego, w związku z tym obawiamy się, że wysłanie zewnętrznej firmy do NIK będzie naruszeniem jej neutralności - argumentował Krasoń.

Posłowie Lewicy proponują też uproszczenie procedury wyboru wiceprezesów NIK. Chcą, by marszałek Sejmu powoływał wiceprezesów NIK, jednak na wniosek prezesa Izby i po zasięgnięciu opinii właściwej sejmowej komisji.

Identyczna procedura miałaby dotyczyć trybu powoływania członków kolegium NIK.

W opinii Krasonia, z projektu komisji należałoby wykreślić również zapis przewidujący kadencyjność kadry kierowniczej NIK, czyli dyrektorów departamentu i dyrektorów biur. "Wprowadzamy natomiast bardziej rygorystyczne procedury corocznej oceny ich przydatności, sprawności organizacyjnej i kompetencji" - mówił Krasoń.

Zgodnie z propozycją zmian w ustawie o NIK, kadencja wiceprezesów Izby miałaby trwać 5 lat, licząc od dnia złożenia przysięgi. Po upływie kadencji, wiceprezes pełniłby obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez jego następcę, nie dłużej jednak niż przez trzy miesiące. Jeżeli w terminie trzech miesięcy nie zostanie powołany nowy wiceprezes NIK, marszałek Sejmu powołuje wiceprezesa po zasięgnięciu opinii właściwej komisji sejmowej. Wcześniej tych regulacji nie było w ustawie o NIK.

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski mówił w środę PAP, że o zdjęcie z porządku obrad projektu nowelizacji ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli poprosił klub PO "ze względu na konieczność dalszych konsultacji", również z prezesem NIK Jackiem Jezierskim. Jak podkreślił Komorowski, sam również przedstawił propozycję zapisów dotyczących audytu zewnętrznego w Najwyższej Izbie Kontroli. Komorowski wyjaśnił, że chodzi o to, by ograniczyć audyt w NIK "do kwestii wydawania przez Izbę pieniędzy", natomiast nie obejmowałby on "zakresu dokonywanych kontroli".

lista artykułów >>

 

Nie wolno upolityczniać NIK

POLSKA The Times - 164/09, 15.07.2009

Rząd proponuje zmiany w ustawie o NIK, które mogą sprawić, że apolityczni urzędnicy izby stracą swoje stanowiska.

Nowelizacja ustawy o NIK idzie w złym kierunku. Przygotowywany tekst jest eksperymentem na żywym organizmie. To eksperyment, który doprowadzi nie tylko do pogorszenia jakości kontroli państwowej, ale przede wszystkim naruszy podstawy niezależności izby wobec władzy wykonawczej i zagrozi jej samodzielności wobec Sejmu.

Początkowo prace nad nowelizacją ustawy o NIK koncentrowały się na sprawach proceduralnych. Posłowie chcieli, aby wyniki kontroli zapisane były w jednym dokumencie, w miejsce dotychczasowych dwóch. Nazwali to uproszczeniem. Prawnicy z izby oponowali, zwracając uwagę, że takie rozwiązanie pogorszy pozycję kontrolowanego, który dotąd mógł dwukrotnie odnieść się do ustaleń NIK. Najpierw podpisywał protokół, poświadczając, że jego ustalenia są zgodne z prawdą, następnie miał możliwość wniesienia zastrzeżeń do protokołu zawierającego opis stanu faktycznego oraz na koniec do wystąpienia, w którym zawarte były oceny wynikające z protokołu. Jeśli nowelizacja weszłaby w życie, kontrolowany będzie tylko raz mógł odnieść się do ustaleń NIK. W dodatku rola kontrolera zostałaby zredukowana. Dotąd, po przeprowadzeniu kontroli, kontroler sporządzał protokół, podpisywał go i brał za ustalenia w nim zawarte pełną odpowiedzialność. Teraz taka osoba, która samodzielnie podpisywała protokół z ustaleniami (nawet jeśli sprawdzała, jak pracują ministrowie), zostanie zastąpiona przez wiceprezesa. A ten ma pochodzić z klucza politycznego.

Posłowie chcą, aby marszałek Sejmu mógł powoływać wiceprezesa NIK nie tylko, jak dotąd, na wniosek prezesa izby, lecz także bez jego udziału. Wystarczy, że marszałek nie rozpatrzy wniosku prezesa NIK przez trzy miesiące. Zyska wtedy, dzięki swojemu zaniechaniu, prawo do powołania na stanowisko wiceprezesa izby dowolnie wskazanej przez siebie osoby. W zamierzeniach posłowie chcieli uniknąć pata przy wyborze wiceszefa NIK. Ale zamiast dać takie uprawnienie marszałkowi Sejmu w wypadku braku wniosku ze strony prezesa izby, stworzono niebezpieczną furtkę do powoływania dowolnej osoby, pomimo wniosku. Kandydat na wiceszefa NIK nie musi spełniać żadnych konkretnych wymagań, a po zajęciu stanowiska staje się nieusuwalny - nawet jeśli nie będzie wypełniać swoich obowiązków, wykonywać poleceń prezesa albo zostanie oskarżony o najcięższe przestępstwa. Tak silna pozycja może zachęcać każdego nowego wiceprezesa - bo dotychczasowi stracą stanowiska po trzech miesiącach od wejścia w życie ustawy - do budowania w NIK swojego księstwa, co grozi destabilizacją izby.

NIK ma w swoich szeregach znakomitych pracowników. Wielu z nich 20 lat temu, kiedy Polska odzyskała pełną wolność, przyszło do izby i z oddaniem służy do dzisiaj polskiemu państwu. Należę do tego pokolenia apolitycznych urzędników, którzy zbudowali organ kontroli ceniony na arenie międzynarodowej. Wyrazem uznania dla NIK jest fakt, że od roku przewodniczymy zarządowi Europejskiej Organizacji Najwyższych Organów Kontroli (EUROSAI). Jakość kontroli państwowej nie ustępuje w niczym jakości kontroli przeprowadzanych przez firmy audytorskie. Istotnym warunkiem wysokiej jakości i zarazem obiektywizmu kontroli jest silna pozycja kadrowa dyrektorów departamentów w centrali NIK oraz delegatur w terenie. To właśnie ci ludzie prowadzą i nadzorują kontrole ministrów, wojewodów, marszałków sejmiku, prezydentów miast, starostów, burmistrzów. Ich niezależność wobec kontrolowanych jest podstawą prawidłowego funkcjonowania państwa.

Dyrektorzy departamentów i delegatur mogą być obecnie odwołani tylko na podstawie negatywnych opinii merytorycznych. Ustawodawca chce osłabić ich niezależność. Wszyscy dyrektorzy NIK utracą swoje stanowiska. Muszą stanąć do konkursów. W komisjach konkursowych mogą zaś zasiąść politycy - przedstawiciele marszałka Sejmu. Zwycięzca konkursu - niekoniecznie obecny dyrektor, który za lata lojalnej służby wobec państwa może wylądować na bruku - zostanie mianowany na pięcioletnią kadencję. Po pięciu latach znów musi stanąć do konkursu, pamiętając, że o jego karierze zdecydują m.in. politycy. Czy będzie starał się zabiegać o ich przychylność? W jaki sposób to będzie czynił? Czy ucierpi na tym rzetelność przeprowadzanych i nadzorowanych przez niego kontroli? A co z dyrektorem, który po roku kadencji okaże się słabym przywódcą, niezdolnym do zarządzania zespołem ludzi? Ma trwać do końca kadencji? Dlaczego mechanizm kadencyjności rodem ze świata polityki ma zostać zastosowany do apolitycznych urzędników? To ważne pytania, na które trzeba odpowiedzieć, zanim uchwali się przepisy nowelizujące ustawę o NIK.

Jedną z istotnych poprawek w ustawie o NIK zaproponował rząd. Izba ma zostać poddana audytowi zewnętrznemu. Znakomicie. Tyle że audyt zewnętrzny nie jest zdefiniowany w żadnej ustawie. Czego ma dotyczyć? Tego rząd nie sprecyzował. NIK chce być transparentna. Podatnik ma prawo wiedzieć, jak wykorzystywane są pieniądze publiczne przyznane NIK z budżetu państwa. Nie mam nic przeciwko tak rozumianemu audytowi. Ale obawiam się firmy audytorskiej zaglądającej w nasze akta kontrolne. Badamy wiele kluczowych dla państwa obszarów: prywatyzację, bezpieczeństwo wewnętrzne, energetyczne i wiele innych. Przeglądanie akt przez audytora mogłoby być niebezpieczne. Czy jest do pomyślenia, aby audytor oglądał akta śledztw prokuratorskich? Nie. To dlaczego ma mieć wgląd do akt NIK?

Jacek Jezierski, Prezes Najwyższej Izby Kontroli

lista artykułów >>

 

Wiele hałasu o NIK

Gazeta Wyborcza - 164/09, 15.07.2009

Będzie totalna wymiana kierownictwa NIK. Izba może stracić niezależność - alarmuje jej prezes. Chodzi o pomysły PO i rządu.

Dziś w Sejmie drugie czytanie nowelizacji ustawy o NIK. Kontrowersyjne poprawki rządu i PO dają m.in. marszałkowi Sejmu możliwość wyboru wiceprezesów NIK. Dziś powołuje on kandydatów zgłoszonych przez prezesa Izby. A ma być tak, że jeśli przez trzy miesiące tego nie zrobi, będzie mógł powołać własnych. - Nie można wykluczyć, że przez trzy miesiące będzie bierny wobec wniosku - ostrzegał niedawno posłów ekspert Biura Analiz Sejmowych Marcin Strębelski.

Marszałek dostałby też prawo ustalania, czego ma dotyczyć audyt zewnętrzny w NIK. Mogłoby to prowadzić do kontrolowania nikowskich kontroli. Eksperci sejmowi i prezes NIK Jacek Jezierski ostrzegają, że taki zapis może prowadzić do naruszenia niezależności Izby. I dać zewnętrznej firmie audytorskiej wgląd w tajne dokumenty kontrolowanej instytucji. -To jakby zewnętrzny audytor sprawdzał akta spraw w prokuraturze - mówi Jezierski.

- Nie można zakładać, że marszałek Sejmu będzie łamał konstytucję - mówi Marek Cebula (PO), autor poprawek. Ale przyznaje, że zarządzenia marszałka Sejmu nie podlegają kontroli co do ich konstytucyjności. Prezes NIK zwraca uwagę, że wiceprezesi dostaną też gwarancje nieusuwalności, bo mają być powoływani na pięcioletnią kadencję. Nie będzie można ich odwołać, nawet gdy zlekceważą obowiązki. Nazywa to tworzeniem "księstw wiceprezesów". A rzecznik Izby Paweł Biedziak wymienia kolejną kontrowersję, która może "księstwa" wzmocnić - czyli wprowadzenie kadencyjności dyrektorów delegatur. - Tego nie ma w żadnych urzędach - mówi Biedziak. Poza tym jego zdaniem wyłanianie dyrektorów w konkursach może stać się polityczne, bo członkiem komisji konkursowej ma być przedstawiciel marszałka - czyli polityk.

Nowelizacja ustawy o NIK - przygotowana przez Komisję ds. Kontroli państwowej - miała m.in. dostosować ustawę o NIK do konstytucji z 1997 r. (np. objąć kontrolą Rzecznika Praw Dziecka) i usprawnić kontrole. Na początku czerwca, gdy przygotowywana była do drugiego czytania, poseł Cebula zgłosił kontrowersyjne poprawki, które - jak mówi - pokrywają się z propozycjami rządu.

Przyznała to "Gazecie" minister Julia Pitera reprezentująca rząd w pracach nad projektem. Jej zdaniem pomysł, by marszałek mógł powołać wiceprezesów NIK, sprawi, że nie będzie sytuacji, w których prezes Izby nie zgłasza kandydata i jest wakat. Pitera pisze do "Gazety": "Mieliśmy już do czynienia z sytuacją, gdy był tylko jeden wiceprezes i nie istniały instrumenty, by zapobiec naruszeniu ustawy" (według ustawy do tej pory było "od dwóch do czterech" wiceprezesów, nowelizacja mówi o trzech).

Pitera broni poprawki dotyczącej audytu, która jest pomysłem rządu. Twierdzi, że audyt jest potrzebny, ponieważ NIK dysponuje dużymi publicznymi pieniędzmi. Jej zdaniem jest jasne, że nie może dotyczyć kontrolowania kontroli.

Ale - jak się dowiedzieliśmy od posła Cebuli i od sprawozdawcy projektu, byłego szefa NIK, a dziś posła PO Mirosława Sekuły - przygotowane są już poprawki wycofujące te poprzednie. Ma się pojawić zapis, że jeśli marszałek nie powoła wiceprezesów NIK w terminie trzech miesięcy, to nowego kandydata zgłasza grupa 35 posłów. Wiceprezesi mają być usuwalni, jeśli sprzeniewierzą się obowiązkom. I doprecyzowany ma być przepis o audycie zewnętrznym w NIK, tak by dotyczył tylko finansów.

To po co było jeść tę żabę? - To drobiazgi. Znacznie ważniejsze, żeby przeszły zapisy, które usprawniają kontrolę i dostosowują ustawę do konstytucji - mówi poseł Sekuła. Śmieje się, kiedy pytamy, czy kontrowersyjne poprawki to był "szczur" wypuszczony po to, żeby odwrócić uwagę od tego, co uważa za istotne.

Konsekwencją nowelizacji i tak będzie wymiana kierownictwa NIK: wszystkich wiceprezesów i szefów delegatur. - To może destabilizować prace Izby - mówi Biedziak.

"Celem poprawki nie jest wymiana wszystkich dyrektorów jednostek organizacyjnych, lecz obsadzanie tych stanowisk w konkursach, tak jak w innych instytucjach. Obecni dyrektorzy pełnią swoje funkcje w niektórych przypadkach od kilkudziesięciu lat, a powoływani byli bezterminowo" - napisała nam minister Pitera. Dodaje, że konkursy zapewnią, że stanowiska dostaną ludzie z najwyższymi kwalifikacjami. Czy rząd jest zadowolony z działalności NIK? Według Pitery rząd się taką oceną nie zajmuje. Ale pisze do nas: "Jest wiedzą już dość powszechną, że np. znaczącą część licznej i wysoko nagradzanej grupy doradców (prezesa NIK) stanowią politycy, którzy w rozmaitych rządach pełnili funkcje kierownicze, że nawet wśród posłów są osoby na urlopach bezpłatnych w NIK czy też, że kontrolerzy NIK mogą być radnymi. Cierpi na tym wizerunek tej instytucji, gdyż coraz częściej oceny pracy merytorycznej dokonuje się przez pryzmat polityki i powiązań personalnych".

Ewa Siedlecka

lista artykułów >>

 

Ustawa uderzy w niezależność NIK od rządu

Dziennik - 163/09, 14.07.2009

Posłowie PO i PSL chcą zmienić zasady funkcjonowania Najwyższej Izby Kontroli. Projekt znacząco wzmacnia uprawnienia marszałka Sejmu. Jest pomysł, by to właśnie marszałek mógł wybierać wiceprezesów Izby.

Także marszałek miałby wskazywać specjalnego "zewnętrznego audytora", który kontrolowałby finanse oraz metody pracy NIK. Propozycje te budzą zastrzeżenia nie tylko prawników, ale też posłów opozycji. Zdecydowanie przeciw nowym przepisom wypowiada się kierownictwo NIK.

Kamila Wronowska: Politycy uważają, że należy kontrolować NIK. Co pan na to?

Jacek Jezierski: Ależ NIK jest kontrolowany. Przez sejmowe komisje, urzędy skarbowe, ZUS, ABW, inspekcję pracy. Nie mam nic przeciwko sprawdzeniu przez Sejm, jak NIK gospodaruje pieniędzmi publicznymi. Niepokoi mnie jednak to, że to nie posłowie chcą zewnętrznego audytu Izby, lecz rząd. A przecież właśnie rząd jest przez nas przede wszystkim kontrolowany!

Co się stanie, jak ustawa wejdzie w życie?

Uderzy to w niezależność NIK wobec władzy wykonawczej i naszą samodzielność wobec parlamentu. W efekcie pogorszy się jakość kontroli.

Projekt ustawy zakłada, że to marszałek Sejmu miałby wyznaczać, kto jest odpowiedzialny za zewnętrzny audyt. Brak ścisłego określenia zewnętrznego audytu NIK może doprowadzić do sytuacji, że audytor zacznie zaglądać w akta naszych kontroli. Chcemy być transparentni. Podatnik ma prawo znać los każdej złotówki, jaką Najwyższa Izba Kontroli otrzymała z budżetu państwa. I tego właśnie powinien dotyczyć audyt. Ale wgląd w akta kontroli może być niebezpieczny. To tak jakby prywatna firma audytorska sprawdzała akta śledztwa prokuratorskiego. Przecież to nie do pomyślenia.

Co by to oznaczało dla NIK, gdyby audyt przeprowadzała firma prywatna?

Moglibyśmy znaleźć się w konflikcie interesów. Przecież my właśnie oceniamy pośrednio wiele takich firm, m.in. przy okazji różnych prywatyzacji, w których biorą udział jako np. eksperci wyceniający. Poza tym, kto sprawdzi rzetelność audytora?

Jakie zastrzeżenia ma jeszcze NIK do proponowanej ustawy?

Niepotrzebnie zmieniono przepisy o powoływaniu, odwoływaniu i umocowaniu wiceprezesów. Propozycje zakładają, że marszałek Sejmu mógłby powołać wiceprezesa bez udziału prezesa, czyli inaczej niż dotąd. Co więcej, marszałek mógłby to zrobić dzięki własnemu zaniechaniu. Jeżeli przez trzy miesiące marszałek nie rozpatrzy wniosku prezesa dotyczącego kandydata na zastępcę szefa NIK, to może samodzielnie powołać na stanowisko wiceprezesa dowolnie wskazaną przez siebie osobę.

Marszałek mógłby specjalnie nie rozpatrywać wniosku prezesa, by obsadzić fotel wiceprezesa swoim kandydatem?

Ustawodawca stwarza mu taką możliwość. W dodatku nie sprecyzowano żadnych wymogów, jakie miałby spełniać kandydat na wiceprezesa. Mogłaby to być osoba bez wyższego wykształcenia albo uprzednio skazana. Pojawiła się też propozycja pięcioletniej kadencji wiceprezesa. W katalogu powodów do odwołania są jednak tak spore luki, że w praktyce każdy nowy zastępca szefa NIK stanie się nieusuwalny. Siedząc w areszcie, będzie mógł pełnić swoją funkcję. Nie mówiąc już o naruszaniu obowiązków.

Taką samą ochronę ma dziś prezes.

Ale prezesa powołuje się w innym trybie. Robi to Sejm za zgodą Senatu. Prezes musi spełnić wiele kryteriów. Poza tym szef NIK jednoosobowo odpowiada przed Sejmem za działalność Izby. Tymczasem wiceprezes, który ma wspomagać prezesa, mógłby sobie stworzyć własne księstwo. Me odpowiadałby za nic, bo ustawa odpowiedzialność za pracę Izby składa na barki prezesa. Proponowane zapisy groziłyby dezorganizacją NIK.

lista artykułów >>

 

NIK ma być niezależna od polityków

POLSKA The Times - 162/09, 13.07.2009

Trzęsienie ziemi w Najwyższej Izbie Kontroli - mniej biurokracji, polityków i kontrola Izby przez zewnętrzną firmę. Zamiast trzech kontrolerów - jeden. Dwa opasłe tomy dokumentacji pokontrolnej zastąpi zwięzły protokół. A dożywotniego szefa delegatury lub departamentu zastąpi urzędnik wyłaniany w konkursie na pięcioletnią kadencję. Poza tym sama Izba będzie mogła być kontrolowana przez prywatną firmę audytorską. Tak działają urzędy kontroli państwowej w Europie.

- To odpolitycznienie Izby - mówi autor zmian Mirosław Sekuła, który był prezesem NIK w latach 2001-2007. Jego zdaniem najważniejsze jest wprowadzenie kadencyjności szefów delegatur, bowiem ich pozycja była tak silna, że stawali się prawie bezkarni. - Szefowie delegatur Naczelnej Izby Kontroli dopuszczali się nadużyć, wspierali lokalne sitwy.

Najbardziej kontrowersyjna zmiana ostro krytykowana przez opozycję zakłada zezwolenie prywatnej firmie na kontrolę jednej z najważniejszych państwowych instytucji. W NIK znajduje się wydział z najtajniejszymi dokumentami o stanie państwa: Departament Obrony Narodowej i Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

- Dopuszczenie osób z zewnątrz grozi ujawnieniem tajnych dokumentów - twierdzi poseł Prawa i Sprawiedliwości Mirosław Błaszczak.

Jednak Sekuła się broni. - W prywatnych firmach są osoby z certyfikatem dostępu do informacji niejawnych i tajnych podkreśla.

Sekuła chce też naprawić jeden z najpoważniejszych mankamentów NIK: sposób wyłaniania najwyższych władz. Nierzadko bowiem się zdarzało, że Izbie brakowało wiceprezesów. A wszystko z powodu konfliktu prezesa NIK z Marszałkiem Sejmu. Powstawała sytuacja patowa. Po zmianach to Sejm będzie arbitrem, który wybierze wiceprezesów na pięcioletnią kadencję.

- Posłowie będą mogli wybrać te osoby tylko raz - podkreśla Mirosław Sekuła. - I nie będą mogli zmienić swojej decyzji. Zdaniem byłego szefa NIK to wystarczające zabezpieczenie przed manipulacją polityków. Ale ten argument opozycji nie przekonuje.

- To kuriozalny pomysł - odpowiada Mariusz Błaszczak. - Sejm zawsze wybierze kandydatów zgłoszonych przez partię rządzącą. To najprostsza recepta na upolitycznienie NIK. Z zarzutem tym nie zgadza się Mirosław Sekuła. - Kadencja szefów NIK trwa dłużej niż Sejmu - odpowiada poseł PO. - Po wyborach parlamentarnych Marszałek Sejmu nie będzie mógł zmienić szefa NIK przed końcem jego kadencji. I na tym właśnie polega odpolitycznienie. Bowiem dzięki temu politycy będą mogli tylko raz wybrać kierownictwo NIK. Propozycje Sekuły bliskie są jednak rozwiązaniom europejskim. Dyrektor departamentu lub szef delegatury w Federalnym Trybunale Obrachunkowym (BRH) - niemieckim odpowiedniku NIK - także jest wyłaniany w drodze konkursu. Pełni swoją funkcję albo do kolejnego awansu, albo do emerytury. I w Anglii szefowie komórek NEO (odpowiednik NIK) pochodzą z konkursu, który rozstrzyga komisja składająca się z emerytowanych pracowników NEO. Taka sama komisja jest w stanie odwołać ze stanowiska, gdy uzna, że funkcjonariusz źle wykonuje swoje obowiązki.

- Najlepsze jest rozwiązanie niemieckie - uważa adwokat Mariusz Tasiński, który wielokrotnie zajmował się skomplikowanymi międzynarodowymi sprawami gospodarczymi. - Tam kontroler może stracić stanowisko po prawomocnym wyroku sądu lub orzeczeniu wewnętrznej komisji, która stwierdzi, że dopuścił się rażących nadużyć. Takie rozwiązanie gwarantuje, że inspektor bardzo skrupulatnie wykona swoje obowiązki.

Planowana przez posłów koalicji rządowej nowelizacja ustawy o NIK zakłada skrócenie procedury kontrolnej. Wielostronicowe protokoły kontroli oraz wystąpienia pokontrolne, wraz z ewentualnymi wnioskami do prokuratury, zastąpi jeden krótki dokument końcowy. - Kontrola nie ma sensu bez obszernego protokołu zawierającego szczegółowy opis wszystkich wykrytych nieprawidłowości - uważa Bogusław Podogrodzki, emerytowany pracownik NIK.

Zwolennicy i przeciwnicy nowelizacji argumentują, że chodzi im o to, by NIK zachowała swoją autonomię i pełną niezależność od polityki. W tym tygodniu Sejm zajmie się projektem noweli ustawy.

Leszek Szymowski

lista artykułów >>

 

 

Podstawy niezależności NIK będą zachwiane

Super Express - 162/09, 13.07.2009

Z niepokojem przyjmuję projekt nowelizacji ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli. W Sejmowej Komisji do spraw Kontroli Państwowej przegłosowano poprawki, które mogą zdestabilizować NIK i zagrozić rzetelności i obiektywizmowi przeprowadzanych kontroli.

W NIK pracują ludzie oddani służbie państwowej. Apolityczni i obiektywni kontrolują rząd, wojewodów, policję, wojsko i wiele innych organów i instytucji. Wielu z tych kontrolerów rozpoczęło swoją służbę 20 lat temu, kiedy Polska stawała się całkowicie wolnym krajem. Należę do tego pokolenia pracowników Izby. Przez ostatnich kilkanaście lat ludzie ci nabrali doświadczenia. Dzisiaj wielu z nich stanowi kadrę kierowniczą NIK. Stracić swoje stanowiska mogą tylko wtedy, jeśli ich praca zostanie w udokumentowany sposób negatywnie oceniona. Takie kadrowe zabezpieczenie jest gwarantem ich niezależności niezbędnej przy prowadzeniu kontroli.

Ale posłowie z Sejmowej Komisji do spraw Kontroli Państwowej zaproponowali, aby wszyscy ci doświadczeni i apolityczni urzędnicy stracili swoje stanowiska automatycznie, niezależnie od merytorycznej oceny ich pracy. Zostaną poddani niezasłużonej weryfikacji. Muszą stanąć do konkursów, jeśli chcą być dalej dyrektorami i wicedyrektorami w NIK. Jeśli zwyciężą, to stanowiska zostaną im powierzone tylko na pięć lat. W miejsce stabilnych warunków zatrudnienia ustawodawca chce sytuację kadrową i zawodową tych osób uczynić niepewną. W dodatku komisje konkursowe otwarto dla polityków. Mogą w nich zasiąść jako przedstawiciele marszałka Sejmu. Gdyby Sejm uchwalił zaproponowane przez komisję poprawki, podstawy niezależności i stabilności gwarantujące rzetelną i obiektywną kontrolę zostaną zachwiane.

Podobny niepokój wzbudza we mnie proponowany sposób powoływania wiceprezesów. Teraz powołuje ich marszałek Sejmu. Ale wcześniej kandydata na stanowisko wiceprezesa przedstawia we wniosku prezes NIK. Posłowie zachęcają marszałka Sejmu do zaniechania wniosku wobec prezesa. Jeśli marszałek nie rozpatrzy go przez trzy miesiące, będzie mógł powołać sam, bez żadnego wniosku, dowolną osobę. Także wcześniej karaną. Takiego wiceprezesa trudno będzie usunąć ze stanowiska. Jeśli sam się nie zrzeknie, to nie grozi mu utrata stanowiska, nawet jeśli zostanie zatrzymany na gorącym uczynku przestępstwa i oskarżony przed sądem, nie mówiąc już o lekceważeniu swoich obowiązków czy niewykonywaniu poleceń służbowych.

To nie koniec zmian zaproponowanych przez posłów. Postanowili oni bowiem, aby pracę najwyższego organu kontroli sprawdzał zewnętrzny audytor. Nie mam nic przeciwko temu, aby zbadano, jak NIK gospodaruje publicznymi pieniędzmi. Chcemy być transparentni. Ale trzeba zapobiec możliwości wglądania przez audytora w akta kontrolne.

W tym tygodniu Sejm zajmie się ustawą o NIK i mam nadzieję, że posłowie uratują zagwarantowaną konstytucyjnie niezależność NIK wobec władzy wykonawczej oraz samodzielność Izby względem parlamentu, potwierdzoną wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 1998 r.

Jacek Jezierski, Prezes Najwyższej Izby Kontroli

lista artykułów >>

 

Projekt noweli o NIK niepokoi, bo psuje państwo

Fakt - 162/09, 13.07.2009

Nowelizacja ustawy o NIK, nad którą pracuje właśnie Sejm, potwierdza, że nie zawsze szlachetne intencje są gwarancją stanowienia prawa dobrze służącego obywatelom. Posłowie chcieli usprawnić pracę izby i uprościć procedurę kontrolną, niestety w ferworze prac w sejmowej komisji zaproponowali rozwiązania, które mogą wręcz uderzyć w konstytucyjną niezależności NIK.

Wydaje się, że politykom - zarówno z ugrupowań rządzących, jak i opozycyjnych - powinno zależeć na tym, aby kontrola instytucji państwowych była dogłębna, solidna, obiektywna, jak najdalsza od wpływów bieżącej polityki. Pracownicy NIK sprawdzają przecież, jak działa rząd, prezydent, ministrowie, wojewodowie, marszałkowie sejmików, prezydenci miast, burmistrzowie. Kontrolerzy przyglądają się policji, armii, celnikom i urzędnikom skarbowym. Aby kontrole mogły dobrze służyć naprawie państwa, muszą być rzetelnie przeprowadzone. Dotąd gwarancją tej rzetelności była stabilna pozycja zawodowa kontrolerów i nadzorujących ich dyrektorów.

Proponowane w nowelizacji przepisy doprowadzą jednak do czystki kadrowej w NIK. W ciągu dwunastu miesięcy od wejścia ustawy w życie swoje stanowiska utracą wszyscy dyrektorzy i wicedyrektorzy w izbie. Dotąd mogli zostać odwołani tylko na podstawie negatywnej oceny ich pracy. Teraz ustawodawca przygotował dla doświadczonych kontrolerów, bo wielu z nich ujawniało w ostatnich latach największe afery w państwie, swoistą procedurę weryfikacyjną. Oto muszą stanąć do konkursów. Jeśli je wygrają, dostaną stanowisko, ale tylko na 5 lat. Potem znów zostaną zweryfikowani. W komisji konkursowej, sprawdzającej apolitycznych urzędników, zasiąść mogą m.in. politycy - przedstawiciele marszałka Sejmu. Dlaczego politycy chcą tak głęboko ingerować w pracę NIK? Czyżby Izba była zbyt niezależna? Dlaczego w miejsce oceny merytorycznej próbuje się wprowadzić wobec apolitycznych urzędników mechanizm znany ze świata polityki - kadencyjność? Przecież ten sposób obsadzania stanowisk kierowniczych w NIK uderza wprost w niezależność kontroli państwowej.

Politycy chcą też zwiększyć wpływ na izbę przez nowy sposób powoływania wiceprezesów NIK. Dotąd powoływał ich marszałek Sejmu, ale zawsze na wniosek prezesa izby. Teraz marszałek, jeśli tylko zaniecha przez trzy miesiące rozpatrzenia wniosku prezesa, zyska prawo do powołania dowolnej osoby, niekoniecznie akceptowanej przez szefa NIK. Ale to nie koniec niespodzianek. Wiceprezesem może zostać osoba wcześniej karana. Jak już zdobędzie stanowisko, to stanie się w praktyce nieusuwalna. Może nie wykonywać poleceń prezesa, rażąco lekceważyć swoje obowiązki, zachowywać się nieetycznie, a nawet zostać oskarżona o najcięższe zbrodnie. I nic takiemu wiceprezesowi nie grozi. Z aresztu będzie kierował kontrolerami. Poprawki do ustawy stwarzają mu takie możliwości.

To nie wszystko. Każde demokratyczne państwo ma wiele inspekcji i kontroli. Takie wewnętrzne komórki istnieją w każdym ministerstwie, w policji, w wojsku, nawet w CBA. We wszystkich tych państwach funkcjonują też inspekcje skarbowe, celne, sanitarne. Ale większość z państw demokratycznych ustanowiła najwyższy organ kontroli, który kontroluje także wszystkie inspekcje. Najwyższy organ, który działa na rzecz parlamentu i jest całkowicie niezależny od rządu, jest kresem łańcucha sprawdzeń. Nie ustanawia się kontrolera dla najwyższego kontrolera. Z wyjątkiem sprawdzenia jego finansów. Ale w Polsce rząd chce inaczej. W nowelizacji znalazł się przepis mówiący o audycie NIK. Oczywiście, że podatnik ma prawo przyjrzeć się, jak NIK gospodaruje publicznymi pieniędzmi. Ale zapis o audycie jest niestety na tyle ogólny, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby audytor zaczął zaglądać w akta kontrolne. A to już jest niedopuszczalne. To tak, jakby ktoś zaglądał prokuratorowi w akta śledztwa.

Pracuję w izbie od 1992 roku. Przyszedłem do tej służby z całym pokoleniem, które po odzyskaniu niepodległości przed 20 laty zaangażowało się w służbę publiczną. Nigdy nie należałem do żadnej partii. Może dlatego spoglądam z takim niepokojem na projekt nowelizacji, który psuje państwo i uderza w konstytucyjną niezależność NIK.

Jacek Jezierski, prezes NIK

lista artykułów >>

 

Konkursy zamiast mianowania w NIK

Gazeta Prawna - 134/09, 13.07.2009

Wejście ustawy w życie oznacza czystkę kadrową. Swoje stanowiska stracą automatycznie wszyscy dyrektorzy i wicedyrektorzy, którzy dotąd nadzorowali kontrole w całym kraju. Dotychczas utrata stanowiska zawsze musiała być poprzedzona dobrze udokumentowanymi negatywnymi ocenami pracy. Nowi dyrektorzy i wicedyrektorzy mają być wybrani w drodze konkursu, a w skład komisji wejść może polityk - przedstawiciel marszałka Sejmu. Zwycięzca konkursu w miejsce stabilnego mianowania otrzyma pięcioletnią kadencję.

Utraci tym samym tak ważną w relacjach z kontrolowanymi instytucjami niezależność. Podobny niepokój wywołują przepisy, które stwarzają marszałkowi Sejmu możliwość powołania wiceprezesów wbrew woli prezesa NIK. Będą oni mogli trwać na swoich stanowiskach, gdy rażąco naruszą swoje obowiązki, a nawet wtedy, gdy zostaną oskarżeni o ciężkie przestępstwa.

Jacek Jezierski, prezes NIK

 

Gazeta Prawna - artykuł na temat zmian w ustawie o NIK: http://prawo.gazetaprawna.pl/

lista artykułów >>

 

Polityczny skok na NIK?

Rzeczpospolita - 130/09, 4.06.2009

Projekt nowelizacji ustawy o NIK przyjęła we wtorek - większością głosów koalicji rządzącej oraz SLD - Sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej.

- Siłowo przegłosowano zapisy, co do których poważne zastrzeżenia ma nie tylko PiS,

Informacje o artykule

Udostępniający:
Najwyższa Izba Kontroli
Data utworzenia:
17 lutego 2010 12:41
Data publikacji:
22 stycznia 2010 12:40
Wprowadził/a:
Krzysztof Andrzejewski
Data ostatniej zmiany:
20 września 2019 12:37
Ostatnio zmieniał/a:
Andrzej Gaładyk

Przeczytaj treść ponownie